Dodaj do ulubionych
O mnie
Ja: {akcja}

Było tu czrodzieji.
Teraz jest tu czarodzieji.


Czary...
obejrzyj
dodaj

Mój button


Kod:


Toplisty
Magiczna Toplista stron o HP.

Harry Potter i Spó³ka

Pamiêtniki znalezione w Hogwarcie

Mini Czat


Dźwieki duszy...


To co było...
2005
grudzień (2)

2006
styczeń (2)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
listopad (1)

2007
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)

2008
maj (1)



Dziś...


Wy
Oceny
Oceny prawie normalne(36/40)
Kuszące ocenki(50/60-Powyrzej oczekiwań)
Felix Felicis - czekam
Akademia Krytyki( 84/130-Bardzo dobrzy)

Warte obejrzenia(nie blogi)
Potterowy teledysk
Spiewający Snape
Lord Voldemord w Hogwarcie
Harry i Ron dręczą Snape
Taniec Snape

Inni...
Severus Snape
Hermiona i Draco
Huncwoci
Leanne Pratt

Czysta krew
Karolina Saliver
Pamiętnik Voldemorta



Inni...
huncwotkatrud-miloscimloda-wilczycaadziedzictwo-zlaoceny-felix-felicisto-co-kocham-wiersze



Należę...



Informuje o newsach:
trud-milosci
poziomkakicia
opowiesciginnyweasley
huncwotka
dancing-with-enemy
alinor--touse
evelynstone
hogwart-hermiona

Jeśli Cię tutaj nie ma, a chcesz być powiadamiany to napisz w Księdze Gości.

Picture by Google
Grafika by me
Html by me
Tylko i wyłącznie dla http://ritta-riddle.mylog.pl


Co: Koniec
Data: piątek, 2 maja 2008
Godzina:19:57:00
Czarodzieji: 0
Naskrobałam:

Wiedziałam, że będę musiała napisać tę notkę, jednak nie sądziłam, że będzie to takie trudne...
Wszystko ma swój początek i koniec. To samo tyczy się blogów i stron. Nadal dobrze pamiętam jak zaczynałam tworzyć tą historię. Pamiętam entuzjazm przy pisaniu notek, radość, którą czerpałam z pisania… Teraz… Teraz tego już nie ma… Nie było już przy pisaniu ostatniej notki i przed ostatniej… i jeszcze wcześniejszej. Pisałam z poczucia obowiązku czy też, dlatego, że nie potrafiłam tego zakończyć, a gdy już tak dłużej nie mogłam blog stal pusty, zaniedbany.
Nie wiem czy ktokolwiek jeszcze tu zagląda. Jeśli tak to chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy czytali moje wypociny. Dziękuję za wszystkie opinie, zarówno pozytywne jak i negatywne. Dziękuję, za wszystko…
Gdyby ktoś nadal był zainteresowany moja twórczością to zapraszam TU . Notki wprawdzie też już nie było od dość dawna, ale niedawno zabrałam się za jej pisanie, więc mój drugi blog wkrótce powinien wrócić do formy.
Jeszcze raz wszystkim dziękuję i pozdrawiam.

komentarze [0]

Co: Powrót
Data: piątek, 23 marca 2007
Godzina:14:22:00
Czarodzieji: 28
Naskrobałam:

Notkę napisałam już jakiś czas temu, ale postanowiłam dodać ją dopiero dziś. Powód jest prosty - dziś mam urodzinki ^^ Zmieniłam również dział "o mnie", w sumie powinnam to zrobić już dawno temu. A teraz notka:

Powrót

Znajdowałam się w jakimś ciemnym, wilgotnym i zimnym pomieszczeniu. Cała dygotałam. Chciałam wstać, ale nie mogłam. Byłam skrępowana łańcuchem. Gdzie ja jestem? – zastanawiałam się , ale nie znalazłam odpowiedzi. Usłyszałam jakiś głos, a może raczej syczenie węża… Nie wiem… Byłam zdenerwowana. W moim kierunku zmierzał wąż. Już go widziałam… To była Nagini. Było tak ciemno, że ledwo ją widziałam. Tuż przede mną przystanęła, a potem oplotła się wokół mojej szyi. Zacisnęła uścisk, brakowało mi tchu. Chciałam się uwolnić, ale nie mogłam. Wiedziałam, ze długo tak nie wytrzymam. Nagle wszystko zawirowało, oślepiło mnie jasne światło i obudziłam się w ciepłym łóżku w Hogwarcie. Odetchnęłam z ulgą – to był tylko sen. Spojrzałam na zegarek, dochodziła szósta. Wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam do pokoju wspólnego. Zastałam tam tylko jedna osobę drzemiącą na fotelu. Przyniosłam kosmetyki i nie budząc chłopaka zabawiłam się w kosmetyczkę. Oczywiście podpisałam mu się szminka na czole. Będzie miał niezłą minę, gdy się obudzi – pomyślałam i poszłam obudzić Ninę. Ona jednak już nie spała.
-A ty gdzie zniknęłaś – powiedziała z wyrzutem
-Zobaczysz, gdy tylko wejdziemy do pokoju wspólnego – zaśmiałam się
-Chłopaki znowu wyrzucili Endriu z pokoju? – zachichotała
-Wiesz, za co tym razem?
-Nie… może tym razem nie eksperymentował z eliksirami
-Nigdy nie zapomnę tych różowych włosów! – obie tarzałyśmy się ze śmiechu
-A wam, co tak wesoło? – do pokoju wszedł Endriu
-Nam? Przecież my jesteśmy bardzo poważne!
-A wiesz bardzo ładnie ci w tej szmince.
-Zaraz zobaczymy, komu będzie do śmiechu – oberwałam poduszką
-Ja ci zaraz pokażę! – nie pozostałam mu dłużna
I w taki oto sposób wybuchła prawdziwa wojna i całą trójka spóźniliśmy się na transmutację obrywając przy okazji szlaban u McGonagall.

***


Czas szybko mijał, drugie zadanie Turnieju już dawno minęło i wieczorem miało odbyć się kolejne. Nina właśnie tłumaczyła coś Endriu, a ja wylegując się na kanapie naprzeciwko nich oglądałam naszyjnik z wężem. Zielone kamienie w oczach węża błyszczały złowieszczo w słabym świetle magicznych pochodni. Do czego on właściwie służy? – zastanawiałam się, ale nie znalazłam odpowiedzi.
-Co robisz? – Draco usiadł na kanapie
-Mógłbyś łaskawie przestać gdzieś mi szatę? – zepchnęłam go na podłogę
-O, co ci znowu chodzi? – wydarł się
-Po pierwsze, nie takim tonem, a teraz posłuchaj mnie uważnie. Będę traktować cię tak samo jak ty traktujesz Hermionę. Myślisz, ze nie widziałam, co robiłeś wczoraj przy śniadaniu?
-Daj już spokój! Przecież to tylko szlama!
-A ty jesteś tylko małym, aroganckim, pyszałkiem – odpowiedziałam i poszłam do sypialni po Claw
Kotka wygodnie rozłożyła się na łóżku. Usiadłam obok niej i podrapałam ją po uchu, na co ona zareagowała głośnym mruczeniem.
-Jak sadzisz… czemu? Miałam udawać przyjaźń, a jednak polubiłam ich… - kotka patrzyła na mnie żółtymi oczami - Nawet, jeśli czasem zachowują się jak idioci – dodałam w duchu Nie wiesz? Ja niestety też nie…
-Ritta, choć juz! Zaraz się zacznie! – do pokoju wbiegła Nina
Wybiegłam z pokoju i razem z Niną i Endriu poszliśmy obejrzeć ostatnie zadanie. Chodziło o dotarcie do samego środka labiryntu, który był… ogromny! Pierwsi wbiegli reprezentanci Hogwart gdyż mieli najwięcej punktów. W tłumie odszukałam Gryfonów i podeszłam do nich. Hermiona wyglądała na zdenerwowaną, a Ron… pewnego siebie.
-Harry na pewno wygra! – krzyknął w końcu
-Ron cicho! – skarciła go Hermi
Po jakimś czasie zaczęłam się nudzić. Mogliśmy tylko czekać… Po jakimś czasie pojawiły się czerwone iskry. Ktoś się wycofał – pomyślałam.
-Jak myślisz, kto to? – zwróciłam się do Niny
-Pewnie Fleur, już wcześniej było słychać krzyk – odezwał się Endriu
Nagle poczułam, że coś rusza mi się na szyi. Wyjęłam medalik. Wąż ruszał się niespokojnie. A więc już czas – pomyślałam.
-Idę do toalety, to jeszcze trochę potrwa – powiedziałam i zaczęłam przeciskać się w stronę Hogwartu
Po drodze nie spotkałam nikogo. W sypialni wyciągnęłam z dna kufra czarną szatę z kapturem i włożyłam ją na siebie. Wąchałam się. To mogło wszystko zmienić…Czułam, że to dużo zmieni… Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam wisiorek.
Po chwili znalazłam się na zimnym i mrocznym cmentarzu. W oddali stal jakiś stary dom, było mi zimno. Wokół mnie stali śmierciożercy. Zebrali się wokół czegoś… a może raczej kogoś… Udało mi się przebić na początek grupy. Stał tam nie, kto inny tylko Lord Voldemort. A wiec tak wygląda mój ojciec.. Przypominał trochę węża. Te oczy…taki zimne... budziły lęk. Glizdogon stał obok grobu, do którego ktoś był przywiązany. Po chwili dostrzegłam twarz owego człowieka. Ty był Harry! Wyglądał okropnie… Zobaczyłam też puchar, a obok niego … Nie mogłam w to uwierzyć. Cedrik był martwy… W końcu ojciec przemówił. Głos, który pamiętałam z koszmarów… Dziwnie się czułam. Stałam czekając na jego następny ruch. Zaczął podchodzić po kolei do swoich sług. Mówił coś o wuju i o innych. W końcu podszedł do mnie, stal jakby zastanawiając się, co powiedzieć.
-A, więc jesteś i ty moja droga – zaczął – Nawet o tym nie wiedząc bardzo mi pomogłaś. – Przerwał na chwilę - Dobrze się spisałaś. Jednak twój czas dopiero nadejdzie – zakończył
Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Jak mu pomogłam? Nic nie rozumiałam…


komentarze [28]

Co: Bal
Data: wtorek, 20 lutego 2007
Godzina:18:03:01
Czarodzieji: 7
Naskrobałam:

Notka nie jest długa, ale mam nadzieje, że wystarczy ;D Tym razem nie chciałam mieszać różnych wątków.

Bal

-Nina! No kochana mam nadzieje, że przygotowałaś się już do opowiadania, czemu tak długo cię nie było! – krzyknęłam do przyjaciółki na powitanie
-Pewnie! Zapewne będziesz miała setki pytań! – krzyknęła równie głośno czarnula
Gdy tylko doszłyśmy do sypialni pomogłam Ninie się rozpakować i kazałam opowiadać.
-A więc… - przerwała jakby brakowało jej słów - Nie wiem od czego zacząć. Jak to wyjaśnić… Musisz jednak wiedzieć, że…

***


Nadszedł dzień balu. Czuć było radosna atmosferę. Po szkole chodziły radosne grupki uczniów. W nawyk weszło już to, że Endriu przychodził po mnie i Ninę, a potem razem szliśmy na śniadanie. Tak też było tym razem. Po drodze spotkałam Gryfonów. Umówiłam się z dziewczynami, że wraz z Niną przed balem przyjdziemy do sypialni Hermi i przygotujemy się.
Zaraz po powrocie do pokoju po całej sypialni porozrzucałyśmy ciuchy i kosmetyki. Nina swoją sukienkę kupowała zaraz po przyjeździe podczas małego wypadu do Hogsmeade, przy okazji ja kupiłam kolczyki z dodatkiem kamienia księżycowego idealnie pasujące do mojej kreacji. Teraz trzeba było to wszystko zebrać w kupę, żeby potem nie szukać. Najgorzej było z kosmetykami. Kompletnie nie wiedziałam, co wziąć, tak samo jak moja przyjaciółka. W końcu zdecydowałyśmy się zabrać wszystkie. Jeśli nie nam się przydadzą to którejś innej dziewczynie. Po obiedzie wyszłyśmy na zaśnieżone błonia, a przed piątą zabrałyśmy wszystko, co było nam potrzebne i poszłyśmy do Gryfonek.
W sypialni dziewczyn czuć było aromaty najróżniejszych perfum, kilkanaście dziewczyn krzątało się po pokoju pomagając sobie w przygotowaniach do balu. Podeszłam do Hermiony, której dziewczyny akurat robiły włosy.
-Hej Hermi! To może wreszcie nam zdradzisz, kim jest ten szczęściarz? – dziewczyna zignorowała pytanie i poprosiła mnie o pomoc przy fryzurze koleżanki
Oczywiście zrobiłam to. Niedługo potem te, którym ja pomagałam zajęły się mną. Trzeba przyznać, ze wszystkie świetnie wyglądałyśmy. Gdy wszystkie byłyśmy gotowe razem poszłyśmy w stronę Wielkiej Sali. Endriu „przejął” mnie już na schodach. Reszta starała się odszukać swojego partnera w tłumie. Nina była z jakimś Puchonem, a Hermiona? Hm.. Ona gdzieś zniknęła. W Wielkiej Sali zamiast stołów domów ustawiono mnóstwo mniejszych stolików. Wraz z partnerem usiadłam niedaleko Niny, Draco i ich par.
Po posiłku zaczęła się zabawa. Pierwsi weszli na parkiet reprezentanci szkół, a potem stopniowo przyłączali się inni uczniowie. Walc nie był moja mocna strona wiec zdarzyło się, ze stanęłam obcasem na palce Endriu, ale on tylko się uśmiechał. Przy szybszych piosenkach miałam okazje poszaleć, natomiast przy tych wolnych tańczyłam wtulona w partnera. Tańczyłam również z Krumem, a Hermi z Endriu. Poza tym z wieloma innymi chłopakami.
Gdy już się zmęczyłam usiadłam przy stoliku obok Hermiony i Wiktora.
- Jak się bawisz? – zapytałam zdyszana po ostatnim tańcu
-Jest cudownie. Poza zachowaniem Rona – spojrzała w stronę rudzielca sączącego piwo kremowe
-Ach.. Widziałam to.. Co go ugryzło? A zresztą. Nie ma, co zawracać sobie teraz tym głowy. Teraz pora na zabawę – uśmiechnęłam się serdecznie
-A, jeśli już mowa o zabawie to zmykam na parkiet – powiedziała i pociągnęła Kruma za sobą. Ja poszłam w jej ślady.
Po kilkunastu tańcach wraz z Endriu wyszłam do ogrodu. Było naprawdę pięknie. Szłam trzymając chłopaka za rękę. Nie wiedziałam dokąd idę. Chciałam po prostu znaleźć sobie jakieś miejsce. W końcu się zatrzymałam i usiadłam miedzy trzema krzakami róż. Ogród był całkowicie oczyszczony ze śniegu. Przypominało to raczej wiosnę.
- Jak tu pięknie – powiedziałam i zerwałam jeden z kwiatów róży
- Nie jest nawet w połowie tak ładny jak ty –spojrzał mi w oczy, nie wiedziałam, co zrobić, czułam, ze się czerwienię. Chłopak zbliżył się do mnie. Dałam się ponieść emocją. Pocałowałam go.
-Twoje usta maja smak malin – zaśmiał się
-A twoje czekolady – uśmiechnęłam się i wstałam – Wracajmy, chłodno tu.
-Oczywiście – odpowiedział i skierowaliśmy się w stronę Wielkiej Sali.
Gdy doszliśmy Jędze właśnie kończyły ostatnią piosenkę. W wyjściu spotkaliśmy się z Niną właśnie rozstającą się ze swoim Puchonem. Przed położeniem się spać trzeba było jeszcze to wszystko z siebie zdjąć…


komentarze [7]

Co: Moody i przygotowania do balu.
Data: piątek, 5 stycznia 2007
Godzina:22:25:01
Czarodzieji: 11
Naskrobałam:

Notka w sumie gotowa już od jakiegoś czasu. Miałam napisać w sylwka, ale nie wyszło ^^ Potem jakoś czasu nie miałam, ale w końcu go znalazłam. Notka wyszła dość krótka, ale mam nadzieje, że się spodoba. A więc:


Moody i przygotowania do balu.


Nie mogłam spać, minęła północ, pierwsza godzina, druga, trzecia, czwarta… A ja nadal nie mogłam usnąć. Włożyłam czyste szaty i wyszłam z dormitorium. Przemierzałam ciemne i zimne korytarze Hogwartu. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Nagle usłyszałam hałas. Szłam stronę skąd dobiegł. Zauważyłam Moody’ego, on niestety mnie też.
-Uczniom nie można pałętać się po szkole o tak późnej porze – powiedział
-Wiem, przepraszam panie profesorze. Już wracam do dormitorium. – odpowiedziałam
-Ach… to ty.. panno Riddle – zdenerwowałam się. Skąd on to wie? – Zaskoczona? Zapraszam do mojego gabinetu, wszystko ci wyjaśnię. – ale co on mi wyjaśni…- zastanawiałam się
-Profesorze, ale skąd…
-Cii…zaraz wszystko się dowiesz – doszliśmy do jego gabinetu
-Jesteś Jego córką, więc masz prawo wiedzieć – kim on jest?
-Kim ja jestem? Ha! Ha! Nie jestem radnym profesorem – zapomniałam o oklumencji…
-A więc kim pan jest? – nic już nie rozumiałam
-Jestem sługą Czarnego Pana, spotkałaś mnie już po meczu Qiudditha. Plan twojego ojca wkrótce się ziści, a ja jestem po to, aby Mu w tym pomóc – a jednak…
-Ale, o jaki plan chodzi – nie miałam pewności…
-Tego dowiesz się wkrótce. Poza tym zawsze powinnaś pamiętać o oklumencji. Dumbledore mógłbym przez twój błąd zniszczyć wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy – ech..
-Racja – zgodziłam się z tym
-Lucjusz cię uczył? – zapytał
-Tak – hih.. wuj...fajnie ta nauka wyglądała – przypomniałam sobie ową naukę
-Lucjusz dobrze się spisał. W tym jednym – dodał z przekąsem – Idź już lepiej, nie chciałbym, aby ktokolwiek dowiedział się o tej rozmowie - ta… na pewno zaraz poleciałabym do Dumbusia…
-Ależ oczywiście – odpowiedziałam i wyszłam
Po drodze rozmyślałam o tym, co powiedział mi Moody, a właściwie to Śmierciożerca. Ten cały medalik z wężem i w ogóle. Czyżby mój ojciec planował wrócić?
Tuż przed siedzibą domu Slytherina spotkałam Draco.
-A ty gdzie się włóczysz po nocach? – uśmiechnęłam się szyderczo
-Nie twoja sprawa – pewnie znowu z kimś romansował zwłaszcza, że na policzku miał jeszcze ślad szminki
-Hih, nie musisz mówić. To mówi samo za siebie – starłam mu szminkę z policzka
-A ty gdzie byłaś? – zapytał
Nie ważne. Idę się położyć, tobie radzę to samo – ziewnęłam i skierowałam się do sypialni

***


Po 6 obudziła mnie moja sówka dziobiąc mnie w ucho. Gdy tylko się podniosłam usiadła mi na ręce i wystawiła nóżkę. Miała tam przywiązaną nie wielki liścik. Zdjęłam go i zaczełam czytać:

Droga Przyjaciółko!

Wybacz, że nie odpisałam na twój list i się nie odzywałam. Uwierz mi – nie mogłam. Jeszcze raz Cię bardzo przepraszam. Chciałam również napisać, ze wkrótce wracam. Wszystko Ci wtedy wyjaśnię. Jeśli nie będzie żadnych problemów z podróżą to będę we wtorek.


Nina



Byłam zaskoczona, ale jednocześnie szczęśliwa. Nareszcie wszystko zaczynało się układać. Brakowałoby mi tylko śmierci Pottera, a wszystko byłoby tak jak należy. Zastanawiałam się, co mogło sprawić, że Nina nie mogła pisać i gdzie ona tak w ogóle była? Dziś poniedziałek, więc pewnie jutro się zjawi – pomyślałam.
Dochodziła 7.00 więc szybko się przebrałam i pobiegłam na śniadanie. Usadowiłam się obok Endriu i pokazałam mu list Niny.
-We wtorek? To już jutro – wow, tyle to i ja wiem
-Nom. Nareszcie będę miała towarzystwo w pokoju.
-Co mamy dziś pierwsze?
-Transmutacje z Gryfonami. Będzie okazja powiedzieć reszcie.
-Chodźmy już, nie chciałbym się spóźnić.
McGonagall jak zawsze zanudzała, tak jak i pozostali nauczyciele, jednak po lekcjach tak jak to wcześniej zaplanowałyśmy ja, Hermi i Ginny wymknęłyśmy się do Hogsmeade, aby kupić jakieś kreacje na bal. W pierwszym sklepie nie znalazłyśmy nic ciekawego, w kolejnych 3 też nie. Dopiero w 5 znalazło się parę fajnych kiecek. Hermi znalazła coś dla siebie zaraz po wejściu do sklepu i rzeczywiście sukienka świetnie do niej pasowała. Mi i Ginny zajęło to trochę więcej czasu. Na początku zmierzyłam niebieską półprzezroczysta sukienkę z mnóstwem falbanek, w której wyglądałam jak ciotka Gryzleda. Kolejna kreacja już samym kolorem odrzucała. Następna suknia w kolorze granatowym z delikatnego, lekko mieniącego się materiału, ze sporym dekoltem, wiązana z tyłu najbardziej mi się spodobała. Dziewczyny również uważały, że jest najlepsza, więc postanowiłam ją kupić. Pyzatym w szkole miałam do niej idealne buty. Ginny natomiast wybrała czerwoną suknię z niezbyt przyjemnego w dotyku materiału. Myślę, że wybrała ją ze względu na niską cenę.
Kiedy wróciłyśmy do Hogwartu było już bardzo późno. Na szczęście po drodze na nikogo się nie natknęłam.



komentarze [11]

Co: Powrót do normy...
Data: piątek, 17 listopada 2006
Godzina:15:41:28
Czarodzieji: 19
Naskrobałam:

A więc napisałam kolejną notkę, ale nie tylko. Jak można zauważyć zmieniłam również szablon. Nie przynudzającą już dłużej:

Powrót do normy...


Otworzyłam oczy i od razu oślepiło mnie światło. Próbowałam wstać, ale nie dałam rady. Dodatkowo coś, a właściwie ktoś leżał mi na nogach. Spojrzałam tam i ujrzałam znajoma twarz.
-Widzę, że wreszcie się ocknęłaś – teraz dopiero skojarzyłam fakty, byłam w skrzydle szpitalnym – Masz, wypij to – Pomfrey przyniosła dwa paskudnie wyglądające eliksiry, ale w końcu nie miałam wyboru – wypiłam
-A on tu skąd? – wskazałam na chłopaka
-Przychodzi tu odkąd cię tu przyniósł
-To znaczy? Ile ja tu leże? – zapytałam zdziwiona
-Jutro minie tydzień – Endriu zaczynała się budzić
-Tak długo? – nie mogłam uwierzyć
-Tak, ciesz się, że jesteś w Hogwarcie inaczej byłoby z tobą krucho – naprawdę przesadziłam…
-A odwiedzał mnie ktoś jeszcze? – zapytałam
-Panna Granger, pan Potter i Weasley – a więc Urlik nie przyszedł..
-Ritta? Ocknęłaś się? – spojrzał na mnie zdziwiony Endriu
-Tak. A co nie widać? – uśmiechnęłam się
-Panie Layn proszę iść powiedzieć dyrektorowi, że Ritta się obudziła – nie dała pogadać…
Po kilku minutach chłopak wrócił z Dumbledorem.
-Czy moglibyście opuścić pomieszczenie? - zwrócił się jak zawsze bardzo uprzejmie do pielęgniarki i Endriu
-Oczywiście – odpowiedziała Pomfrey o oboje wyszli
-A, więc Ritto, narkotyki to bardzo poważna sprawa. Zarówno w świecie czarodziei jak i mugoli. Skąd je miałaś? – i tak od razu chce wiedzieć, ech ten dyrek – Nie chcesz zdradzić przyjaciół, rozumiem, ale pomyśl, że to co się stało z tobą może spotkać innych – nie wiedziałam co zrobić…
-Dobrze, narkotyki są przemycane od mugoli. Urlik – jeden z uczniów Slytherinu odbierał dostawy poprzez małego smoka – nerwowo ściskałam kołdrę
-Nie będę cię już męczył, odpocznij – wyszedł, i nie chciał więcej gadać? Trochę dziwny jest.
-Ritta! – Hermi, rudzielec i Potter weszli do pokoju
-Hej! Co tam u was? – rozłożyłam się wygodnie
-Sporo się działo. Harry przeszedł pierwsze zadanie, a na karku miał najgorszego smoka. Teraz dostał takie złote jajo, z którym nie wiemy, co zrobić – powiedział Ron
-A ciebie, kiedy stąd wypuszczą? – zapytała Hermiona
-Nie wiem. Oby jak najszybciej – hm.. a oni już nie są na mnie nafuceni…
-Proszę wyjść, wasza koleżanka powinna odpocząć. – przerwała nam Pomfrey
No i zostałam sama. Nawet się nie spostrzegłam, kiedy przyszedł sen…

***


Przez kolejne dwa tygodnie leżałam w skrzydle szpitalnym. Codziennie odwiedzał mnie Endriu i hogwarcka trójca. Strasznie się nudziłam, bo w końcu, co niby miałam robić? Jednak to był już koniec tego leniuchowania. Nareszcie mogłam opuścić to miejsce. Oczywiście przyjaciele przyszli do mnie z samego rana. Jak to określił Ron „żebym im nie uciekła”. Pomfrey jak zwykle marudziła, że powinnam jeszcze zostać, ale kto by jej słuchał? Już wystarczająco dużo czasu spędziłam w jej skrzydełku. Tak poza tym zbliżał się bal, którego nie miałam zamiaru opuścić. Po drodze mijały nas ciekawe spojrzenia innych uczniów. Czyżby wieść o moim i nie tylko moim wybryku rozniosła się po szkole? W sumie nie jest to nic dziwnego.
-Jest ta zdzira. Co mała nawet jęzora za zębami trzymać nie umiesz? – naprzeciwko mnie stała osoba, która przez tak długi czas była dla mnie najważniejsza. A teraz? Kompletnie się zmienił. Jego oczy były zimne jak lód, na twarzy pojawił się wyraz pogardy i złości. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Do tej pory wciąż miałam nadzieje, że mi wybaczy. Niestety, myliłam się.
-Urlik… - szepnęłam, nie potrafiąc wykrztusić ani słowa więcej
-To moje imię nie pozwalaj sobie. Chodźcie chłopaki, zostawmy to ścierwo. – wyminął mnie idąc wraz z kilkoma innymi osobami ze Slytherinu, spojrzałam na niego ostatni raz i poszłam dalej nie odzywając się więcej
-Nie przejmuj się, on nie zasługuje na to – po paru minutach cisze przerwał Endriu kładąc dłoń na moim ramieniu. Jednak dla mnie to nie było takie proste…
Doszliśmy do dormitorium domu węża. Tu gryfoni opuścili nas. Poszłam do swojej sypialni i rozejrzałam się dokoła. Nic się nie zmieniło, wszędzie ten sam bałagan. Łóżko mojej przyjaciółki również było nietknięte. Wyciągnęłam z szafy nową szatę i poszłam do łazienki. Wyszłam po około 30 minutach. Uprzątnęłam trochę w pokoju i zeszłam do wspólnego. Tam już czekała na mnie Endriu.
-Nareszcie jesteś, choć skorzystamy z ładnej pogody i wyjdziemy na dwór – propozycja mi się spodobała, więc zgodziłam się
-Oki, może Hermi i reszta też zechcą wyjść – zaproponowałam i skierowałam się do dormitorium Gryffindoru
Przed portretem Grubej Damy spotkałam Nevila i kazałam mu zawołać Harrego, Rona i Hermione. Oczywiście chłopak zapomniał, ze niewolno podawać hasła do dormitorium uczniom z innych domów, więc mówiąc wypowiadając je tak głośno, że poznaliśmy je bez problemu. Jak zwykle hasło gryfonów nie było zbyt oryginalne – „bajeczne świecidełka” . Kto to wymyślił? Hih. Po chwili z za portretu wyłoniła się roześmiana trójka.
-Co robimy? – prawie wykrzyczał rudi
-Idziemy na błonia, skorzystamy z pięknej pogody – pociągnęłam ich w stronę wyjścia na błonie
Nie tylko my korzystaliśmy z tej pogody. Na dworze było pełno uczniów. Znaleźliśmy sobie miejsce pod jednym z drzew i wygrzewaliśmy się na słońcu.
- I jak tam turniej? – zwróciłam się do Harrego
-Z Rogrgonem świetnie sobie poradził, żebyś tylko widziała – zdążył wciać się Ron
-Ta… ale nie wiemy co zrobić ze złotym jajem… - dokończył smętnie Potter
-Masz jakieś pomysły? – spojrzałam zaciekawiona
-Nawet nie próbowałeś! – Hermi spojrzała na niego z wyrzutem
Dalsza rozmowa nie była zbyt interesująca. Mówiliśmy o skrzatowym pomyśle Hermiony i tego typu rzeczach. Było też powiedziane trochę o balu. Zastanawiam się, z kim idzie Hermi, nie chciała powiedzieć przy chłopakach. Do szkoły wróciliśmy dopiero, gdy zrobiło się chłodno. Gryfoni poszli na swoją wieżyczkę, a ja i Endriu do swojego dormitorium. Przed wejściem chłopak poprosił mnie jeszcze o krótka rozmowę.
-Ritta chciałbym cię zapytać czy… pójdziesz ze mną na bal? – powiedział jednym tchem i strasznie się zaczerwienił. Wiedziałam, że mu na tym zależy. Wpatrywał mi się prosto w oczy. Tak właściwie odkąd Nina wyjechała był dla mnie najlepszym przyjacielem w Hogwarcie, a po tym, co zrobiłam… może nawet kimś więcej. To on najczęściej mnie odwiedzał i troszczył się o mnie… Dalsze zamartwianie się Urlikiem i tą całą sprawą nie miało przecież sensu.
-Tak – odpowiedziałam mu i pocałowałam delikatnie w policzek


komentarze [19]

Co: Coś nowego...
Data: środa, 27 września 2006
Godzina:19:30:27
Czarodzieji: 11
Naskrobałam:

No więc w końcu się zmobilizowałam i napisałam kolejna nocie ^^ Mam nadzieję, że się spodoba ;)

Coś nowego...


Kolejny paskudny dzien. Za oknem tylko ponura szarość. Nie było sensu dłużej zwlekać z wstaniem, więc poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, włożyłam szatę i zaczęłam szukać mojej różdżki. Jak się później okazało to zostawiłam ją na mojej komódce tak jak zwykle tyle że leżały tam tez inne graty pośród których nie zauważyłam mojego czarodziejskiego badyla. W małej torebeczce lezącej na różdżce zauważyłam woreczek z białym proszkiem. ‘Skąd to tu się wzięło’ – pomyślałam, ale po chwili przypomniałam sobie owe pierwsze spotkanie z Urlikiem podczas to, którego dostałam ten mały podarunek. Od razu humor mi się poprawił. Otworzyłam woreczek wydzieliłam działkę i wciągnęłam. Nie odczułam jednak jakiejś imponującej różnicy. Trochę szumiało mi w głowie, ale poza tym nic. Zastanawiałam się czemu. Jednak nic nie przyszło mi do głowy. Wyszłam z sypialni i poszłam do Urlika.
-Urilk jesteś? - zapukałam
-Nie nie ma mnie – otworzył drzwi
-Mogę wejść? – zrobiłam minkę niewinniatka
-Siadaj – wskazał na łóżko
W środku nie było jego współlokatorów, jak zwykle zresztą.
-Gdzie reszta chłopaków? – rozejrzałam się po pokoju
-Jak zwykle gdzieś poleźli – uśmiechnął się – A tak właściwie, po co przyszłaś? – dziwnie na mnie spojrzał..
-Nudziłam się – skłamałam
-Masz ochotę na coś nowego? – no ba… domyślił się
-Mogę spróbować, a co masz? – rozłożyłam się wygodnie
-Wieczorem dostanę coś, co da ci porządnego kopa – wyszczerzył zęby
-Co? – spytałam nie ukrywając zainteresowania
-Tego jeszcze nie próbowałaś, a tak pyzatym to pójdziesz ze mną dziś na imprezę? To wtedy dam ci spróbować nowości. – i on myśli, że mnie tym przekupi? .. ma racje…
-Dobra – zgodziłam się
-Idziemy na śniadanie? – pomógł mi wstać
-Chętnie, trochę zgłodniałam – otworzyłam drzwi sypiali
-Ciekawe, co dziś upichciły skrzaty – jeszcze przed Wielką Salą poczuliśmy słodki zapach
Usiedliśmy obok siebie na początku stołu węza. Chwilę później podszedł do mnie Endriu i poprosił o krotką rozmowę. Zgodziłam się i poszła za nim.
-Widzę, że znalazłaś sobie nowych przyjaciół – powiedział próbując ukryć zdenerwowanie
-A miałam inny wybór – stwierdziłam sucho
-Miałaś, wystarczyło przeprosić – a on dalej swoje…
-Przeprosić?! Za złe humory Pottera? Nigdy. – mógłby to w końcu zrozumieć
-Martwię się o ciebie – o mnie? To nowość.. – Jesteś blada, a twoja skóra jest szara i matowa, powinnaś przejrzał się w lustrze – może i racja… ale moje lustro Claw przerobiła na trylion kawałeczków
-Nie przesadzaj – a co innego miałam powiedzieć?
-Ritta ja nie żartuję, nie podoba mi się twoje towarzystwo – on mówi poważnie? Pierwsze słyszę
-Sorry, idę jeść. Nudzi mnie ta rozmowa – wróciłam do stołu
Ledwo zdążyłam usiąść, a drugi chłopak zaczął się wypytywać… Dadzą mi zjeść w spokoju?
-Czego chciał? – zapytał Urlik
-Jak zwykle coś mu nie pasowało – nie miałam zamiaru mówić mu o wszystkim
-Acha – skończył rozmowę
-Pora nałożyć sobie tych pyszności – sięgnęłam po talerz z naleśnikami. Nałożyłam sobie kilka i polałam syropem klonowym. Pychhhhhota…Zjadłam dwa naleśniki i odeszłam od stołu. Urlik rozmawiał jeszcze z kolegami, którzy dosiedli się po jakimś czasie.
Poszłam do siebie, wygrzebałam z torby ksiązki i zabrałam się za prace domową. Tym razem Snape nie oszczędził nawet ślizgonów … Wzięłam pergamin, pióro i kilka innych rzeczy i poszłam do biblioteki. Po drodze minęłam Rona, który zrobił dość nietypowa minę na mój widok, ale nie odezwał się ani słowem.
-Co się tak patrzysz? – spytałam chłodno
-To już nawet patrzeć na ciebie nie można? – rudzielec był wyraźnie zły
-Co się tak wściekasz rudi? – uśmiechnęłam się szyderczo
-Nie nazywaj mnie tak – syknął Ron
-A, co mi zrobisz? – wiem że jestem wredna ;D
-Widzę, że jesteś taka samo jak większość ślizgonów – powiedział i poszedł
Zrobiło mi się trochę .. jakby przykro, bo w końcu miał rację. Próbowałam sobie wmówić, ze taka powinnam być w końcu jestem córka Voldemorta, ale nie potrafiłam. Właściwie nigdy nie chciałam taka być, ale teraz… Coś się zmieniło… Nawet nie zauważyłam, kiedy doszłam do biblioteki. Weszłam do środka i od razu zaczęłam szukać potrzebnych mi ksiąg.
-A…D…G…H…K.. Jest, Eliksir Komrety .. –wyjęłam pióro i pergamin i zaczęłam dokładnie opisywać eliksir. Nie znalazłam wszystkiego, co chciałam wiedzieć, więc poszłam po następne kilka książek. Po dwóch godzinach skończyłam pisać. Wróciłam do sypialni schowałam pracę domowa i położyłam się na łóżku.

***


Obudziłam się o 19.00 i zorientowałam, ze mam tylko dwie godziny na przygotowanie się na imprezę. Wygrzebałam z szafy kilka fajnych ciuszków, buty i kosmetyki i natychmiast wbiegłam do łazienki. Wzięłam prysznic, włożyłam czarne bojówki i bluzkę idealnie do nich pasująca, do uszu włożyłam kolczyki z czaszkami posiadającymi zamiast oczu dwie czarne błyskotki. Do tego jeszcze srebrny pasek i bluza z nadrukiem i byłam gotowa. Po wyjściu z łazienki w pokoju zastałam Urlika. Znowu zapomniałam zamknąć drzwi – pomyślałam.
-Świetnie wyglądasz – rzucił na powitanie
-Ty też nieźle się odstawiłeś – zaśmiałam się
-Wiem, ze na imprezę modnie jest się trochę spóźnić, ale chyba powinniśmy już wychodzić – spojrzałam na zegarek – rzeczywiście zasiedziałam się, była za piętnaście dziesiąta.
-Racja, chodźmy – wyszłam z pokoju ciągnąć za sobą szatyna
Zasady te same, co ostatnio - eliksir i mogliśmy iść. Nawet miejsce się nie zmieniło. Ci sami znajomi tyle, że tym razem to nie ja byłam nowa.
-Już są! – krzyknął Mat na nasz widok
-No Urlik, co tak długo? – zapytała jakaś dziewczyna
-Jakoś tak wyszło – uśmiechnął się Urlik
-To jest Sara, jest w naszym gronie nowa – przedstawił ruda dziewczynę Dorian, pasowali do siebie – dwa rudzielce ^^
-Hej – Sara wyciągnęła nieśmiało dłoń
-Jestem Ritta – uścisnęłam rękę
-Skoro jest już nasz przyjaciel Urlik, a Mirta też już przyniosła to, co trzeba to może zaczniemy. – powiedział Dorian
-No dobra usiądźcie w kręgu – zakomenderowała Mirta, a wszyscy prócz Urlika zrobili to co kazała
-Ritta , zacznę od ciebie. Wyciągnij prawą rękę – zrobiłam to, o co poprosił,a on zawiązał mi na ręce jakaś przepaskę i przyniósł ze stołu strzykawkę z jakaś cieczą – Jesteś pewna? – szepnął jeszcze
-Tak – odpowiedziałam i poczułam jak ciepła substancja rozchodzi się po moich żyłach
Zaraz po mnie dawkę dostało kilka następnych osób (prócz Sary). Ja natomiast czułam, ze odlatuje. Rozłożyłam się wygodnie na trawie i leżałam… nie wiem, co było dalej…
Następnego dnia ocknęłam się ułożona na łóżku we własnym pokoju. Nie wiedziałam ci się dzieje. Zeszłam do Pokoju Wspólnego, zobaczyłam przerażona twarz Endriu i straciłam przytomność…


komentarze [11]

Co: Co mi zależy...
Data: poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Godzina:11:34:52
Czarodzieji: 10
Naskrobałam:

Dodaję notkę, bo zaraz znowu jadę, a nie chciała bym żeby "porzuciło" mi bloga. Nocia króciutka, mam jednak nadzieję, że się spodoba.

Co mi zależy...



Był pochmurny, jesienny dzień. Słońce prawie całkowicie zostało zasłonięte wielkimi, deszczowymi chmurami. Zwlekłam się leniwie z łóżka i poszłam do toalety. Po 10 – 15 minutach wyszłam ubrana i odświeżona. Dochodziła 9.00 więc skierowałam się w stronę Wielkiej Sali. Uczniowie właśnie zaczynali się schodzić. Przy stole Gryffindoru jak zwykle obok siebie siedziała trójka przyjaciół. Gawędzili ze sobą wesoło i śmiali się. Natomiast przy stole, do którego właśnie się zbliżałam Draco popisywał się przed znajomymi, a Endriu… jego tu wcale nie było. Usiadłam gdzieś na końcu i sięgnęłam po tosta.
-Cześć Ritta. Co u ciebie? – obok mnie usiadł Urlik
-Hej. A nic ciekawego… - odpowiedziałam
-Co masz zamiar robić po śniadaniu? – zapytał
-Nie mam żadnych konkretnych planów – nalałam sobie jakiegoś napoju z dzbanka
-To może pójdziesz ze mną do sowiarni, a potem coś się wymyśli – uśmiechną się przyjaźnie
-Dobrze – zabrałam się za jedzenie
Po śniadaniu zgodnie z planem weszliśmy na wierzę, gdzie znajdowała się sowiarnia.
-Chłodno tu – powiedziałam
-Rzeczywiście, jest zimny wiatr – przytaknął szatyn
-Na, co właściwie my tu czekamy? – zapytałam
-Na smoka Vrtori. To taki malutki smoczek, jest pod ochrona. Ma dla mnie przesyłkę – wyjaśnił
-Nadlatuje – wskazałam na niewielki niebieski punkt na niebie
Smoczek usiadł Urlikowi na ramieniu. Chłopak zdjął z grzbietu stworzonka mały pakuneczek, dał mu jakiś smakołyk i smoczek odleciał.
-Chodźmy do mojego dormitorium, musze to zanieść. – zakomenderował
-Co to jest? – wskazałam na paczuszkę
-Pokarzę ci u mnie – i znowu ten uśmiech…
Nie wiem, czemu, ale… odnoszę dziwne wrażenie, kiedy przebywam z Urlikiem… Jestem jednocześnie szczęśliwa i zaniepokojona… mam wrażenie, że coś jest nie tak…
-To tu, pokój 49 – pomieszczenie nie było jakoś szczególnie interesujące… jedyne co różniło go od zwykłego wystroju to obraz ze smokiem i bardzo ładna szafka, w pokoju były 3 łóżka
-Z kim mieszkasz? – usiadłam na wskazanym łózku
-Z Dorianem i Robim, obu już poznałaś – usiadł obok mnie
-To pokażesz mi teraz, co tutaj masz? – sięgnęłam po paczuszkę
-No pewnie, ale ja otwieram – zabrał ją, tuż przede mną
Rozerwał papier, a moim oczom ukazał się biały proszek.
-Dostawa? – w sumie nie byłam jakoś szczególnie zaskoczona
-Tak, chcesz wypróbować? – chwilę się zastanawiałam… ale w końcu
-Czemu nie – w sumie to, co mi zależy
Urlik wydzielił dwie działki i podał mi słomkę. Nie myśląc wiele wciągnęłam proszek przez nos i usiadłam na łóżku obok szatyna. Po chwili wszystko zrobiło się jakieś.. mniej wyraźne, a wręcz rozmazane. Miałam wrażenie, że jestem najszczęśliwszą osoba na Ziemi. Wydawało mi się, że Nina jest ze mną, wesoło plotkujemy i rozmawiamy. Endriu nadal jest moim przyjacielem, a Hermiona, Ron i Harry bardzo mnie lubią, ufają mi i są moimi przyjaciółmi. Miałam wrażenie, że jestem zwykłą uczennicą Hogwartu. Mam normalnych, kochających rodziców, a Voldemord… nie istnieje. W pewnym momencie cos mnie naszło i zaczęłam się śmiać, najgłośniej jak potrafiłam. Urlik usiadł naprzeciwko mnie i też się śmiał, a potem… zakręciło mi się w głowie i na chwilę straciłam przytomność… Kiedy ją odzyskałam Ślizgon siedział obok mnie wyszczerzony od ucha do ucha.
-Niedawno zaczęłaś? – zapytał
-Cco? – nic do mnie nie docierało
-Choć, odprowadzę cię do twojego pokoju. – wziął mnie pod ramie i odprowadził
Kiedy doszłam od razu położyłam się na łóżko i zasnełam.


komentarze [10]

Co: Nowy znajomy
Data: sobota, 22 lipica 2006
Godzina:15:38:38
Czarodzieji: 14
Naskrobałam:

Wielka Sala jak zwykle wspaniale udekorowana. Setki świec lewitujących w powietrzu, złote talerze i puchary, a do tego ta atmosfera. Słychać było podniecone szepty uczniów. Przy stole Slytherinu siedział już mój głupkowaty kuzyn wraz z gorylami. Endriu usiadł obok niego, ja z drugiej strony, a Nina z mojego drugiego boku. Siedzieliśmy jeszcze chwilę czekając aż sala się zapełni rozmawiając o tegorocznym turnieju. Właściwie pierwszy dzień zawsze był nudny. Co roku to samo. Tiara śpiewała, przydział i uczta. W końcu Dumbledore powstał przypomniał kilka zasad, poinformował o tym, że w tym roku nie będzie Quidditcha i … do Wielkiej Sali wtargnął nowy nauczyciel OPCM, który raczej nie przypadł mi do gustu, zresztą sądzę, że nie tylko mi. Patrząc na niego na myśl przychodzi Dzwonnik z Notre Dame. Dyrektor zapowiedział przyjazd uczniów z pozostałych szkół biorących udział w Turnieju i odesłał nas do dormitorium.
-Czystość Krwi – wypowiedział hasło jeden z perfektów i weszliśmy do środka
Razem z Niną poszłyśmy do siebie, ale jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że zmieniło nam się pokój. Teraz miałyśmy numer 38 i mieszkałyśmy tam tylko w dwie.
Niestety... nie trwało to długo dwa tygodnie później Nina musiała pojechać gdzieś z rodzicami i zostałam sama… Do tego wszystkiego pokłóciłam się z Endriu, Hermiona i resztą hogwarckiej trójki…

***


Kochana Nino!

Smutno mi bez ciebie. Wdałam się w kłótnię z gryfonami i Endriu, i teraz całymi dniami jestem sama… A co u Ciebie?


Ritta



Odłożyłam pióro i udałam się do sowiarni. Po drodze minęło mnie kilka roześmianych grupek. Czemu ja tak nie mogę? Moja przyjaciółka gdzieś znikła… A z resztą wdałam się w kłótnie… Właściwie to pokłóciłam się z Harrym. Reszta stanęła po jego stronie. Tylko Endriu był ze mną, ale… nawrzeszczałam na niego i poszedł… Powiedział, że powinnam przemyśleć swoje zachowanie w samotności… ech… jaka ja byłam głupia… No ale teraz nie pójdę do nich z przeprosinami. To nie w moim stylu… Z rozmyślań wyrwała mnie Sofi, która gdy tylko mnie zobaczyła podleciała do mnie i usiadła mi na ramieniu.
-Hej Sofi – pogłaskałam ją tak jak lubi – Jak widać tylko ty i Claw jesteście ze mną – powiedziałam ponuro, na co moja sowa trąciła mnie dziobem i przytuliła się
-Zanieś to Ninie – przywiązałam jej do nóżki liścik – Tylko przynieś odpowiedź – sówka odleciała, a ja zostałam znowu sama…
Ale czy na pewno?
-Cześć. Jestem Urlik– z za rogu wychylił się wysoki szatyn o pięknych bursztynowych oczach, był ślizgonem – Wyglądasz na smutną, przejdziesz się ze mną, a na pewno humor ci wróci. Chyba, że masz coś innego do zrobienia. – uśmiechnął się przyjaźnie
-Tak właściwie to nie – podeszłam do chłopaka
Chociaż na dworze lało, było szaro i ponuro to na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zeszliśmy na dół i stanęliśmy pod daszkiem.
-Jesteś, Ritta tak? - zapytał
-Tak, a skąd wiesz? – obserwowałam krople deszczu
-Imienia takiej ślicznotki nigdy bym nie zapomniał. – zarumieniłam się
-W, której jesteś klasie? – patrzyłam mu prosto w oczy
-W szóstej – odpowiedział spokojnie, miał bardzo miły ton głosu
-Dziękuję ci, taką prostą rozmową naprawdę poprawiłeś mi humor – uśmiechnęłam się
-To dla mnie sama przyjemność – roześmiał się
-Jesteś wspaniały – pocałowałam go w policzek – Ale muszę już iść
-Zaczekaj chwilkę – złapał mnie za rękę – To jakby znowu dopadł się zły humor – włożył mi do reki torebeczkę z białym proszkiem
-Ale… - zaczęłam
-Poczujesz się lepiej – uśmiechnął się i poszedł
Dwa dni później spotkałam Urlika niedaleko ZL gdzie dał mi zaproszenie na imprezę, którą organizował wraz z kilkoma kumplami. Nauczyciele nie wiedzieli, więc nie odbywała się w Zakazanym Lesie. Nie miałam nic ciekawego do roboty, więc przyjęłam zaproszenie. Ślizgon miał po mnie przyjść.

***


Nie stroiłam się. Zrobiłam sobie delikatny makijaż. Włożyłam czarną spódnicę z łańcuchem i czarną bluzkę z napisem Not Angel. Do tego czarna bluza i torebka.
-Gotowa? – ktoś zapukał do drzwi
-Tak, możesz wejść – odpowiedziałam pewnie, wiedziałam, kto to
-Świetnie wyglądasz – wszedł do pokoju – Będę miał najpiękniejszą partnerkę – uśmiechnął się
-Jesteś słodki – odwzajemniłam uśmiech
-No to ruszamy – cichaczem wymknęliśmy się z dormitorium, a następnie z zamku i już byliśmy na błoniach
-Jak dojdziemy na miejsce? Będziemy przedzierać się przez ten gąszcz? – zapytałam
-Nie zupełnie – wyjął z kieszeni dwa flakoniki błękitnego eliksiru – Dzięki temu eliksirowi zarośla dosłownie się rozstąpią przed nami – wypił eliksir z jednej buteleczki a druga podał mi
-Nawet smak jest niezły – zaśmiałam się po opróżnieniu flakonika
Efekt rzeczywiście był ciekawy. Rośliny po prostu uciekały. A jak się później okazało impra była w samym środku lasu. Miejsce było polane tym samym eliksirem.
-To tutaj – oznajmij Urlik, gdy doszliśmy do kręgu ze stołami z jedzeniem, mugolskim sprzętem grającym i mnóstwem osób
-Hej Urlik! To pewnie Ritta. Witajcie – odezwał się jakiś rudzielec
-Cześć Dorian – Urlik podał rękę rudzielcowi
Po chwili reszta uczestników zabawy podeszła do nas. Zapoznałam się z nimi i zaraz wciągnęłam do zabawy. Na powitanie urządziliśmy grę w butelkę. Pierwsza kręciła Amelka i całowała się z Natanielem. Później kręciłam ja i natrafiłam na Robiego. Zbliżyliśmy się do siebie powoli i pocałowaliśmy. Po chwili reszta zaczęła śpiewać „Gorzką wódkę” (nie wiem, z jakiej racji) no i całowaliśmy się jeszcze raz. Później tańczyliśmy przez kilka godzin przy głośnej muzie (teren był zabezpieczony tak, że poza kręgiem nie było nic słychać). Warto wspomnieć, że cały czas popijaliśmy piwko i… nie tylko. Po jakimś czasie byłam prawie zupełnie pijana. Potem ktoś przyniósł kilka torebeczek z białym proszkiem i słomki. Widziałam jak Kity, Mara, Robi i kilka innych osób wciągnęło proszek przez nos. Urlik przyniósł również dla mnie torebeczkę i słomkę. Nie chciałam, ale jak bym tego nie zrobiła to wszyscy by mnie wyśmiali. Więc wciągnęłam. Jedyne, co dalej pamiętam to okropny poranny ból głowy i czas spędzony w toalecie na zwracaniu tego, co zjadłam i wypijam w nocy…




Sama już nie wiem, kogo mam powiadamiać o nowych notkach. Więc stworzyłam specjalny dział w menu z listą. Dodałam tam już kilka osób, które zgłosiły się ostatnio lub stale komentują. Jeśli jest ktoś taki, kto chce być powiadamiany o nowych notkach, a nie ma go na liście niech napisze w Księdze Gości.


komentarze [14]

Co: Naszyjnik...
Data: poniedziałek, 19 czerwca 2006
Godzina:15:46:54
Czarodzieji: 25
Naskrobałam:

A teraz skok do przodu, a dokładniej do 4 klasy.


Od czasu przybycia do Hogwartu zmieniłam się. Moja przyjaźń z Niną, Endriu, Harrym, Hermi i Ronem rozwijała się, a ja sama już prawie zapomniałam, że to kiedyś ojciec kazał mi się z nimi zaprzyjaźnić….

***


Był ranek, a ja jak zwykle o tej porze wylegiwałam się na łóżku i czekałam na..
-Ritta chodź na śniadanie - … wrzask ciotki
-Już … - krzyknęłam i zwlekłam się z łóżka
Pobiegłam do łazienki. Po paru minutach wyszłam odświeżona, ubrałam się w białe jeansy, białą bluzkę ze sporym dekoltem i szara koszulkę pod spód.
-Co tak długo? – powiedział jak zwykle lodowatym tonem wuj
-Sorry – odpowiedziałam tonem tak samo nieuprzejmym jak i on
-Smacznego – powiedziała ciotka nakładając mi tosty
-Muszę lecieć, umówiłam się z Niną i Endriu – mruknęłam po skończeniu posiłku
-Czekaj! –wrzasnęła ciotka, ale wuj rzucił jej lodowate spojrzenie i umilkła
-To pa – krzyknęłam i wybiegłam z domu łapiąc po drodze swoją jeansową torbę
-Ała!!! Mogłabyś trochę uważać – wrzasnął chłopak, na którego wpadłam
-Sorry, ale co ci odbiło, aby stać tuż przed drzwiami domu? Nie mogłeś wejść? – powiedziałam do Endriu zachodząc z niego i podnosząc się z ziemi
-No, no ładna scenka – zaśmiała się Nina
-Przecież mieliśmy spotkać się w parku. Skąd ta zmiana? – zapytałam
-Chcieliśmy od razu powiedzieć ci, że… -zaczął Endriu
-..że mamy bilety na mecz Quidditcha! – wcięła mu się moja przyjaciółeczka
-Super! – krzyknęłam
-Zaraz mamy być u Rona. – powiadomił mnie brunet
-Musisz się spakować! – powiedziała Nina
-Aaaa..to stąd ta nieoczekiwana wizyta – uśmiechnęłam się i weszłam do domu – wchodźcie – zawołałam przyjaciół
Poszliśmy na górę do mojego pokoju. Wyjęłam torbę i wrzuciłam tam wszystko, co było mi potrzebne. Wzięłam klatkę z Sofi (moją sową), kotkę i kufer. Endriu i Nina wzięli swoje tobołki, po czym brunet wezwał Błędnego Rycerza i pojechaliśmy do Nory.
-Cześć wszystkim! – zawołaliśmy wchodząc do środka
-Cześć! – usłyszeliśmy w odpowiedzi
-Ritta i Nina wy będziecie spały w pokoju gościnnym, a ty Endriu ze mną i z Harrym – powiedział Ron
-Ron, Hermi cię wyszkoliła? – zaśmiał się brunet
-Nie bądź taki dowcipny – powiedziała z wyrzutem Hermiona
Następnie zanieśliśmy nasze tobołki do wskazanych pomieszczeń i wszyscy wyszliśmy na zewnątrz..

***



-Dziewczyny wstawajcie! – wyrwał mnie ze snu Endriu – Ociągacie się bardziej od chłopaków – ściągnął z nas kołdry
-Zostaw – oberwał poduszką
-Dziewczyny a wy jeszcze nie gotowe? – do pokoju weszła Hermiona
-E….my..- zaczęła Nina
-Zaraz zejdziemy na dół – przerwałam jej – Może byś wyszedł? Chcemy się przebrać – wypchnęłam Endriu z pokoju
Piętnaście minut później wszyscy byliśmy po śniadaniu i maszerowaliśmy w stronę…. yy…
-Panie Weasley gdzie my właściwie idziemy? – zapytałam
-Do świstoklika – odpowiedział
Minęliśmy jakąś wioskę i zaczęliśmy wspinać się na jakieś wzgórze. Wszyscy byliśmy już porządnie zmęczeni, gdy wreszcie byliśmy na miejscy.
-Teraz musimy znaleźć świstoklik – oznajmił pan Weasley
-Arturze już go mamy – po paru minutach od zaczęcia poszukiwań usłyszeliśmy krzyk
Tata Rona przywitał się z jakimś czarodziejem trzymającym w dłoni stary, zapleśniały but. Mężczyzna nazywał się Amos Diggory, a jego syna Cedrika już zdążyliśmy poznać gdyż był szukającym i kapitanem drużyny Puchonów. Następne kilka chwil zajęła starszyźnie rozmowa o podróży, Harrym i tym podobnych sprawach.
-Trzy … dwa… jeden – wszyscy w jednej chwili złapaliśmy świstoklik i przenieśliśmy się na jakieś wrzosowisko

***


Przed meczem Bułgaria i Irlandia pokazały jeszcze swoje maskotki, a chłopaki oczarowani wilami prawie wyskoczyli z loży. Co do meczu to był całkiem niezły. Wygrała Irlandia, ale trzeba przyznać, że Bułgarski szukający był niezły. Po meczu długo rozprawialiśmy o wydarzeniach tego dnia. Było dość późno, gdy poszliśmy spać. Jednak ja nie mogłam spać.. Przeczuwałam.. po prostu wiedziałam., że stanie się coś złego.. Dziewczyny już dawno spały, więc postanowiłam się przejść. Na dworze było ciemno i zimno. Nagle dostrzegłam coś w ciemności. Postanowiłam zobaczyć, co to. Im bliżej podchodziłam tym obraz stawał się wyraźniejszy. Było to kilku mężczyzn, wśród, których stał też Lucjusz.
-Cii… ktoś tu jest – szepnął jeden z nich
-Ała zostaw mnie – jeden z nich złapał mnie za rękę i pociągnął
-Kogo my tu mamy? Czy to nie córeczka Czarnego Pana? – zaśmiał się jeden z nich
-Czego ode mnie chcecie? – zapytałam wściekła
-Raczej, co ty tu robisz? – wycelował we mnie różdżką
-A, co ciebie to w ogóle obchodzi? – odepchnęłam go
-Nie wolno ci powiedzieć, co tu widziałaś – odezwał się wuj
-Spokojnie, nie jestem taka – syknęłam i wróciłam do namiotu
Siedziałam jeszcze chwilę w ciszy rozmyślając nad tym, co zamierzają zrobić. Tak właściwie rozwiązanie było proste. Zabijanie szlam i mugoli… Bo co niby innego? Nagle do namiotu wbiegł pan Weasley.
-Szybko wstawajcie! –krzyknął
-Co się dzieje? – zapytały śpiącym głosem dziewczyny
Nie czekałam na nie. Wyszłam z namiotów i postanowiłam sprawdzić jak radzą sobie śmierciożercy, czy jak ja wolałam ich nazywać – śmieciożercy. Przechadzałam się tak, aż ktoś złapał mnie za ramie i wciągnął za jeden ze stojących jeszcze namiotów.
-Glizdogon! Czego chcesz?! – krzyknęłam wściekła
-Ciii… Oni nie wiedzą, że tu jestem – wskazał na śmierciożerców
-A, po co żeś tu przylazł? – „zapytałam”
-To od Czarnego pana – wcisnął mi do ręki mały wisiorek z wężem – Kiedy wąż zacznie się ruszać otwórz naszyjnik… Tylko ubierz się odpowiednio i zrób to tak aby nikt cię nie widział… - zniknął…


komentarze [25]

Co: Riddle.. to moje nazwisko..
Data: wtorek, 30 maja 2006
Godzina:18:35:58
Czarodzieji: 18
Naskrobałam:

W końcu pofatygowałam się dodać nową notkę :D Mam nadzieję,że się spodoba :D

Riddle.. to moje nazwisko..


-Tym razem Snape nawet nas nie oszczędził – jęknęłam cicho
-Takie długie wypracowanie.. zabraknie mi pergaminu..- dodała Nina
-A ja już skończyłem – powiedział dumnie Endriu
-Daj przepisać – ja i Nina krzyknęłyśmy jednocześnie
-Dam, ale tylko jednej z was – uśmiechnął się szyderczo
-Której? – zapytałam
-Ninie – podał jej zwój
-Eee.. czemu? – spojrzałam na niego błagalnie
-Ty ostatnio przepisywałaś ode mnie OPCM – wyszczerzył kły
-W takim razie idę do biblioteki.. – powlekłam się po pióro pergamin
Na korytarzach było pusto idąc spotkałam tylko dwie osoby. Chociaż nigdy nie przyznałabym się do tego Ninie lub Endriu to w tej chwili czułam się strasznie samotnie. Teraz zrozumiałam jak wtedy czuła się Nina.. Ale czy ona mogła się tak czuć? Przecież dziewczyny z dormitorium bardzo ją lubią.. Nie to, co mnie.. Tylko ona mnie rozumie.. Nawet, gdy poznała mój sekret nie zraziła się. Nadal okazuje mi taką samą sympatię.. Chciałabym móc powiedzieć jeszcze komuś..
W bibliotece były tylko trzy osoby. Wszystkie z Gryffindoru.. Widziałam, że pisały to samo wypracowanie, co ja, ale nie mogłam do nich podejść.. Z tego domu rozmawiałam tylko z trzema osobami.. Z którymi musiałam rozmawiać.. Ale czy mogłam ich nazwać przyjaciółmi? Raczej nie…
Po dwóch godzinach moje wypracowanie było prawie gotowe.. A wielka sterta ksiąg na stoliku była już trochę mniejsza.. Natomiast ja… byłam pomiędzy krainą snów a rzeczywistością.. Książka wypadła mi z rąk – zasnęłam…

***


-Hej! Ritta obudź się –usłyszał głos Hermiony
-Nie! Odejdź! Zostaw mnie! – krzyknęłam przez sen – O.. cześć Hermi – obudziłam się
-Coś ci się śniło – siadła koło mnie
-Ta..tak.. znowu ten okropny sen – spojrzałam na nią
-Chcesz o tym pogadać? – zapytała uprzejmie
-Chciałabym, ale… ale.. nie wiem czy mnie zrozumiesz.. czy.. nie uznasz.. – spojrzałam na nią bezradnie. Co ja niby mam zrobić? Może powinnam im to powiedzieć? Jak mam zdobyć zaufanie będąc kimś obcym.. – Nigdy nie zastanawiałaś się dla czego nikt nie mówi po mnie po nazwisku? – zaczęłam
-Tak właściwie to zastanawiałam się nad tym – spojrzała na mnie z ciekawością, którą tak bardzo chciała ukryć
-Nie chciałam.. aby ludzie oceniali mnie po nazwisku.. aby myśleli sobie.. że jestem..z nim spokrewniona – odwróciłam wzrok
-Ale.. z kim.. Nie rozumiem.. – jej spojrzenie sprawiało, że czułam się jak ktoś szanowany, dobry.. Tak bardzo chciałam stać się taka.. Przez chwile zastanawiałam się czemu to akurat ja jestem jego córką? Czemu nie urodziłam się w kochającej się rodzinie..
-Znasz nazwisko Vol…Sama – Wiesz – Kogo? – zapytałam tak cicho, że nawet osoba siedząca obok mnie miała problem z usłyszeniem pytania
-Taa..tak.. Kiedyś na nie natrafiłam.. – spojrzała na mnie przerażona..
-Riddle.. to również moje nazwisko – spojrzałam w jej pełne strachu oczy.. Co mogła teraz myśleć? Może się mnie boji? Może zaraz ode mnie ucieknie? A co jeśli komuś powie? Teraz już za późno..
-Ja.. – nie dokończyła.. w tej chwili podszedł do nas Harry i Ron
-Cześć dziewczyny.. – zaczął wesoło Ron, ale widząc nas natychmiast umilkł
-Coś się stało? – zapytał Harry, a ja spojrzałam na Hermionę pytająco
-Nie nic – odpowiedziała starając się, aby jej głos brzmiał jakby nigdy nic
-To twoi przyjaciele.. mogą wiedzieć.. ale.. proszę was.. nie myślcie przez to o mnie jak o … - kompletnie się zagubiłam.. czy dobrze zrobiłam? – to że noszę to nazwisko nie znaczy, że jestem z NIM spokrewniona.. – dodałam cicho patrząc Hermionie prosto w oczy
-Ale.. Ritta.. – przystawiłam jej palec do ust i oddaliłam się

***


Czy dobrze zrobiłam? – to pytanie zadawalam sobie tego wieczoru jeszcze wiele razy. Nie wiem, czemu to zrobiłam.. i po co.. Co na to powie mój ojciec.. Jak mogłam zdradzić mój sekret jego największemu wrogowi? Miał rację.. jestem słaba.. A ta słabość może mnie wiele kosztować..
-Hej Ritta? Co z tobą? Mówię do ciebie – z zamyśleń wyrwała mnie Nina
-Coś mówiłaś? – zapytałam pół przytomnie
-Nosisz majtki motylki? – zadrwiła
-Tak.... – odpowiedziałam wcale nie słuchając – Co? Niee!! Nina ukatrupię cię! – wrzasnęłam wracając do rzeczywistości
-Hi hi ha ha – dławiła się ze śmiechu moja przyjaciółka
-Och ty – zaczęłam ją łaskotać
-Ritta przestań, uduszę się – powiedziała szybko łapiąc powietrze
-Nie przestane – pobudziłyśmy już wszystkie dziewczyny z dormitorium, ale jakoś żądna z nas się tym nie przejęła
-Zaraz zobaczysz jak to jest – teraz to ona mnie łaskotała
-Mogłybyście dąć nam spać? – warknęła wściekła Violet
-W sumie możemy – zadrwiła Nina i przestała mnie łaskotać
-Dzięki – odetchnęłam

***


-Cześć Ritta! – usłyszałam głos za placami
-Hey – odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętą Hermionę
-Co u ciebie? – spytałam wymijająco
-Uważam, że to miło z twojej strony…że mi zaufałaś – usiadła obok mnie
-Nadal nie wiem czemu to zrobiłam. Chyba masz na mnie taki wpływ – robię się nadto szczera – uśmiechnęłam się
-Choć na dwór, dam ci przepisać moje wypracowanie – wyciągnęła mnie z biblioteki O_O
Chwile później biegłyśmy już po zaśnieżonych błoniach obrzucając się śnieżkami.
-Co to był za rzut! Przyłóż się! – wrzeszczałam obrzucając ją serią śnieżek
-Zaraza zobaczymy, co na to powiesz! – oberwałam od Niny śnieżką prosto w twarz
-Dwie na jedną! To nie fair! – zwiewałam jak najdalej od tych dwóch furiatek
-Teraz szanse są wyrównane! – Endriu trafił śnieżką Ninę prosto w twarz
-Można się dołączyć? – właśnie nadbiegli Harry i Ron
-Jestem z wami – Ron przyłączył się do Niny i Hermi
-W takim razie ja przeciw wam – Harry rzucił śnieżką w Rona

Ta śnieżna zabawa trwała do obiadu, a my wszyscy świetnie się bawiliśmy i oczywiście zmarzliśmy porządnie :D

komentarze [18]

Co: Pierwsze kroki... przyjaźni z... Potterem? ech..
Data: wtorek, 25 kwietnia 2006
Godzina:16:15:44
Czarodzieji: 30
Naskrobałam:

Znowu zaniedbalam bloga... ta.. ten ******** brak czasu....
Tak właściwie, to jednak zrobiłam coś jeszcze prócz napisania notki.. a co? Wkrótce się dowiecie :D
A teraz mala prośba : Niech karzdy kto chce być informowany o nowych notkach napiszę o tym pod tą notką. Dzięki temu bedzie mi łatwiej.


Po niezbyt przyjemnym spotkaniem ze Snape kompletnie nie mogłam skupić się na lekcjach. ‘Ale ze mnie idiotka. Nie mogłam znaleźć innego sposobu na zmianę tematu. Może jest jakaś szansa, aby się od tego wymigać. Może zapomni?’ – rozmyślałam do czasu, aż Nina zabrała się za malowanie po mojej twarzy markerem.
-Co ty robisz?! – wrzasnęłam
-Z ciągam cię do świata żywych – powiedziała – Coś ty dziś taka zamyślona? Snape coś ci zrobił? – dodała
-E.. w pewnym sensie.. – jęknęłam
-Ritta… Co z tobą? – zapytała
-Może kiedyś ci powiem – szepnęłam
-Ech.. lepiej chodźmy już na lekcje – zmieniła temat
-A, co teraz mamy? – zapytałam
-A, bo ja wiem.. – wzruszyła ramionami
-Draco, co za lekcja teraz? – odezwałam się do siedzącego obok mnie chłopaka
-Qudditch –odpowiedział - z Gryfonami – dodał
Chwilę później razem z Niną, Draco i Endriu szliśmy w kierunku boiska.
O boisku nie ma co pisać, bo nic szczególnego się nie działo no chyba , że popisy Draco, sierota Neville i szlachetny Potter – pfff…
Reszta dnia – też niezbyt ciekawa… no może poza jednym…
-Dobranoc dziewczyny – powiedziała Nina i wsunęła się pod kołdrę
-Dobranoc – odpowiedziałyśmy chórkiem.

***


Wszędzie dookoła mnie była ciemność, nic tylko czysta nieprzerwana czerń.
-Ritta!!! – ktoś na mnie krzyczał – Czemu jeszcze nie zbliżyłaś się do Pottera?!?! – znowu wrzasnął
-Kim jesteś? I gdzie ja jestem? – zapytałam
-Nie poznajesz swojego ojca – zadrwił
-Ale…jak? – wyjąkałam
-Nadal nie rozumiesz? Nie pamiętasz, co ci kiedyś mówiłem? – powiedział tym samym drwiącym tonem
-A..tak.. już wiem – powiedziałam nie pewnie
Teraz z mroku wyłoniła się postać, której twarzy nie zdołałam dojrzeć. Jednak nie musiałam widzieć żeby nie wyczuć. Taa.. mój ojciec…
Nagle za mną pojawiły się jakieś drzwi, które z trzaskiem się otworzyły i ujrzałam coś okropnego…
-Co ty chcesz mi zrobić? – zapytam przerażona
-Masz go obserwować, kiedy przyjdzie czas .. – nie usłyszałam dwóch ostatnich słów, bo ojciec zbliżył się do mnie niebezpiecznie i … popchnął mnie w stronę drzwi..
-Nie!! – krzyknęłam, ale było już za późno…
-Ritta! Obudź się! – usłyszałam i natychmiast usiadłam na łóżku
-Coś ci się śniło – powiedziała Nina i uśmiechnęła się
-To coś więcej niż tylko sen…- szepnęłam
-Dziewczyny ruszajcie się zaraz lekcje! – krzyknęła Violet
-A, która godzina? – zapytałam
-8.50 – odpowiedziała i wyszła
-Co?! – wrzasnęłam i wleciałam do łazienki
Na szczęście pierwsze były eliksiry i Snape nic mi nie powiedział. Dzień przeleciał bardzo szybko i nim się spostrzegłam zajęcia już się skończyły. Wybrałyśmy się, więc z Niną na błonia.
-Jak dobrze, że już po lekcjach – powiedziała Nina i rozłożyła się na trawie
-Nom, super. Mogliby zadawać jednak trochę mniej pracy domowej – mruknęłam
-Cześć dziewczyny – usłyszałam i zobaczyłam Endriu i goryli wraz z Draco, który wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć
-Hey – odpowiedziałam – Dracuś (wiedziałam, że tego nie nawiedzi) coś ty taki zły – dodałam po chwili przeraźliwie słodkim tonem
-Odczep się Ritta – wrzasnął i kopnął moją teczkę
-Odwal się od moich rzeczy – krzyknęłam tak samo głośno jak on
-Bo co?! – kopnął drugi raz
-Chcesz się przekonać?! – syknęłam
-Chętnie – wrzasnął
-Skoro tak – powiedziałam i wyczarowali mu mnóstwo pryszczy na twarzy – Teraz wyglądasz naturalnie – jak obrzydliwy ropuch, jakim jesteś
-Hi hi – za chichotały jakieś gryffonki
-Nie daruję ci tego - krzyknął i poszedł
-No Ritta to było nie złe – usłyszałam jakiś głos za plecami
-O.. cześć Ron – przywitałam rudzielca
-Możesz mieć przez to kłopoty – powiedziała na powitanie Hermi
-Wątpię, z jego dumą – zaśmiałam się
-Ritta, muszę już iść – mruknęła Nina i poszła w stronę Hogwartu
-Kto to? – spytal Harry i usiadł
-Nina, moja przyjaciółka – powiedziałam i uśmiechnęłam się
-Dawno nie rozmawiałyśmy – powiedziała Hermiona
-Nom, chyba od naszego spotkania w bibliotece, a z chłopakami to tylko w pociągu – uśmiechnęłam się
-Co tam u ciebie? – zapytał Harry
-A, co ma być? – wzruszyłam ramionami - nagle coś mi zaświtało.. tak , to jest to mam zostać ich przyjaciółką .. skoro tak to może być świetna okazja – zamyśliłam się
-Nad, czym tak rozmyślasz? – trąciła mnie Hermi
-E…niczym – mruknęłam
-Jak ktoś tak miły może być w Slytherinie.. – wyrzucił z siebie Ron
-Jakoś tak wyszło – odpowiedziałam, a w tej samej chwili czarne kotka wskoczyła mi na kolana
-Śliczna kicia – powiedziała Hermiona
-Jak się nazywa – zapytał Harry i pogłaskał kotkę
-Claw – odpowiedziałam – Claw co przyniosłaś? – zwróciłam się do kotki i wyciągnęłam jej z za obroży mały kawałek papieru
-Co to? – spojrzał na mnie pytająco
-Hm.. jakiś liścik, znowu ją wykorzystują – pogłaskałam kotkę i rozwinęłam papier

Ritta!
Może byś mi pomogła? Zaraz utonę w tych książkach… Help !
PS: Żebyś wiedziała jak wygląda Draco! Ha ha ha !


-Dobra, lecę zanim przyjaciółka mi się utopi – zaśmiałam się i pobiegłam do biblioteki


komentarze [30]

Co: Panno Riddle....
Data: czwartek, 30 marca 2006
Godzina:07:15:32
Czarodzieji: 33
Naskrobałam:

Hey! Chciałabym podziękować wszystkim za te 52 komentarze i nareszczie dać notkę. Tak właściwie napisałam ją już dawno temu, ale była tak beznadziejna, że przeszła ok. 20 poprawek. Nadal uważem, że nie jest zbyt dobra, ale...heh. Oto ona:


-Nie chcę! Zostaw mnie! – krzyknęłam i obudziłam się zalana potem
W dormitorium było już dość gwarno. Wszystkie dziewczęta już wstały. Teraz ja stałam się obiektem ich zainteresowania.
- Śpiąca królewna wstała – zaśmiała się długowłosa blondynka.
-Która godzina? – zapytałam, wracając do rzeczywistości.
-6.10 – powiedziała jakaś brunetka
-A wy już wszystkie na nogach? – zapytałam ziewając – I jeszcze mają czelność nazywać mnie śpiącą królewną – zaśmiałam się i wygramoliłam z łóżka
Po 15 minutach wyszłam z łazienki przebrana i odświeżona, a dziewczyny nadal rozmawiały.
-O.. już wyszłaś. Może się teraz przedstawisz? – powitała mnie blondynka
-Ritta – burknęłam od niechcenia
-Ja jestem Sara Nerr – powiedziała dość wysoka brunetka o niebieskich oczach i małym nosie
-Pansy – odezwała się jakaś dziewczyna z końca pokoju
-Nina Darks – przedstawiła się dziewczyna o pięknych ciemno zielonych oczach, małym nosie i krótkich czarnych, kręconych włosach
-Ja jestem Violet Wasted – uśmiechnęła się blondynka
O 7.00 wszystkie zeszłyśmy na śniadanie.
Tak właściwie lekcje były dość nudne. Tylko na eliksirach Snape zawsze odejmował punkty Gryffonom i dodawał Ślizgonom. Lubił też dręczyć ,,lwiątka” (tak nazywała ich Nina). Ale mnie ten facet wydawał się jakoś dziwnie znajomy. W moich wspomnieniach z bardzo wczesnego dzieciństwa pojawiał się, ale tak jakby za mgłą. On też jakoś dziwnie mi się przyglądał. Pyzatym po pierwszej lekcji kazał mi zostać chwilkę i próbował dowiedzieć się jak mam na nazwisko. Czułam, że chce wedrzeć mi się do umysłu, ale nie dałam mu się. Wiedziałam, że z oklumencji i legimencji jest lepszy ode mnie, więc wymyśliłam jakąś wymówkę i wyszłam z sali.
Przez następne kilka dni Snape próbował wlepić mi za coś szlaban – na szczęście byłam „grzeczną” dziewczynką i nie udawało mu się wynaleźć żadnego powodu.
-Co ten nietoperz od ciebie chce? Strasznie cię pilnuje.- powiedziała Nina któregoś dnia
-Nie wiem, co go ugryzło – skłamałam
-O czym gawędzicie panienki? – do rozmowy wtrącił się jak zwykle beztroski Mark
-Odwal się – wrzasnęła Nina i wepchnęła go do najbliższej, otwartej sali - ..O czym to ja mówiłam? – zastanawiała się
-O nauczycielach – burknęłam
-A.. – nie zdążyła dokończyć, bo zjawił się jak zwykle w najmniej oczekiwanym momencie
-Draco! – wrzasnęłam – Znowu nas podsłuchujesz?! – tym razem miałam już go naprawdę dość – Jeśli myślisz że zaliczam się do takich, które na serio traktują określenia „słaba płeć” to grubo się mylisz – warknęłam i popchnęłam go na jego goryli
-Coś ty, jeszcze mam siniaki po ostatnim razie. Mogłabyś być trochę delikatniejsza – powiedział z wyrzutem
-A, więc co tu robisz? – wtrąciła Nina
-My no ten.. tego.. – zaczął jąkać się jeden z goryli (o zgrozo!!)
-Zamknij się! – rozkazał (hi hi) mu Malfoy
-Koniec tych pogaduszek! Zmykajcie na lekcje – Zakończyła tę bezsensowną rozmowę McGonagall, która akurat tędy przechodziła
Kolejna lekcją była obrona przed czarną magią, której ani ja ani Nina nie lubiłyśmy, a to z powodu dziwacznego profesora, który jej nauczał. Quirrell był dziwacznym nauczycielem. Ciągle się jąkał, zachowywał jak skończony idiota, okropnie śmierdział, ale jednocześnie wyczuwałam od niego jakąś niezwykłą magię – czarną magię. Z początku uważałam, że to normalne, bo skoro jest nauczycielem tego przedmiotu to musi mieć kontakt z tym rodzajem magii, ale później wyczułam w tym jeszcze coś… coś znajomego. Nie bardzo potrafiłam to określić, ale byłam pewna, że to coś więcej niż tylko to, że nauczał tego przedmiotu. Nie byłam zresztą jedyną, która tak uważała. Endriu Layn również wyczuwał od niego złowrogą siłę. Pytałam też Niny i kilku dziewczyn z dormitorium, co o tym myślą, ale one mówiły, że nic nie wyczuwają. Z początku byłam skłonna im uwierzyć i uznać, że to tylko głupie przeczucie, które nie ma żadnego znaczenia, ale później gdy dowiedziałam się od Niny, że dziewczyny są na mnie złe, bo nie chce im zdradzić mojego nazwiska, ani nawet żaden nauczyciel go nie czyta zaczęłam mieć wątpliwości co do tego czy to tylko głupie przeczucie. Kiedy już nie wiedziałam co myśleć Endriu wyjaśnił mi, że niektórzy czarodzieje potrafią wyczuwać pewne rzeczy i że on sam się do takich zalicza. Powiedział również, że i ja mogę posiadać taką umiejętność. Niestety nie zdołałam dowiedzieć się niczego więcej, bo pojawił się nasz „kochany” opiekun domu.
Tak właściwie Snape, był fajnym nauczycielem – Ślizgonom zadawał mniej, był bardziej wyrozumiały i milszy, ale wkurzało mnie to, że był tak dociekliwy i za wszelką cenę chciał dopiąć swego.
Pewnego dnia gdy jako ostatnia wychodziłam właśnie z lekcji eliksirów on postanowił niespodziewanie mnie zawołać…
-Panno Riddle – powiedział, a ja głupia odwróciłam się i
-Słucham.. – niestety nie zdążyłam ugryźć się w język
-Tak coś czułem, że o to chodzi – powiedział widocznie zadowolony z siebie
-Panie profesorze czyemu pan to zrobił? – zapytałam przerażona, bałam się, że zawiodę ojca czego tak bardzo nie chciałam
-Nie denerwuj się umiem dotrzymać tajemnicy – powiedział nadal tym samym tonem
-Skąd pan wiedział? Jak się pan domyślił? – zapytałam i usiadłam na ławce przed jego biurkiem (uprzednio zamykając drzwi – oczywiście).
-Skoro Dumbledore zgodził się na nie używanie tego nazwiska to musiał mieć jakiś poważny powód. A to, aby ludzie nie zaczeli gadać i paplać, że w szkolę jest jakaś krewniaczka Czarnego Pana jest na pewno takim powodem. Pyzatym twoje spo.. – on zdążył ugryźć się w język
-Wcale nie podoba mi się, że noszę to, a nie inne nazwisko, a poza tym nie wiadomo czy jestem krewną Voldemorta, czy jak wolisz Czarnego Pana. Może po prostu ta kobieta powiedziała tak dla żartu – skłamałam, zwracając szczególną uwagę na zwrot „Czarny Pan” gdyż wiedziałam, że głównie śmierciożercy tak go określają
-Słusznie podkreśliłaś ten zwrot – powiedział krótko
-Z tego, co wiem jest pan świetnym oklumentą czy zgodziłby się pan poduczyć mnie trochę, nie chcę aby ktoś nie porządany wyczytał mi z umysłu coś czego nie chcę mu powiedzieć – zapytałam zmieniając temat
-Tak, a teraz idź już na lekcje. Nie chcę, aby Slytherin stracił przez ciebie punkty – zakończył rozmowę

komentarze [33]

Co: Lustrzana Komnata cz.4
Data: poniedziałek, 6 marca 2006
Godzina:16:03:01
Czarodzieji: 41
Naskrobałam:

Cześć! Jak pewnie niektórzy już zauważyli na blogu jest kolejna wersja szablonu :) . Myślę, że jest trochę lepsza od poprzedniej….
Dzisiejsza nocia jest dość krótka i niezbyt dobra, ale mam nadzieję, że się zadowolicie..


Lustrzana Komnata cz. 4



Weszłam do pierwszego pomieszczenia pełnego luster i zbliżyłam się do lustra będącego przejściem do mojej komnaty. Spojrzałam w lustro, a w nim ujrzałam swoje odbicie. Nie było to jednak odbicie, jakie znałam na pamięć. Nie była to szczupła, blada jak nieboszczyk, dość wysoka dziewczyna z krótkimi czarnymi włosami, lecz wysoka, dziewczyna z dość długimi czarnymi włosami o śnieżnobiałej cerze. Dopiero w tej chwili zdałam sobie sprawę z mojego wyglądu. Już nie byłam jedenastolatką, lecz piętnastolatką, tą samą, którą zobaczyłam w lustrze, do którego nie mogłam wejść. Chciałam się uszczypnąć, ale bałam się, że poczuję ból, który symbolizowałby to, że nie śnię….
Moja komnata niczym nie różniła się od tej z wymiaru, z którego przybyłam. Były w niej te same meble, figury i książki. Nie namyślając się dłużej położyłam się do wspaniałego, wygodnego łóżka i po chwili zasnęłam.
Gdy się obudziłam była 7.20. Doprowadziłam się do porządku i za dziesięć ósma stałam przed wejściem do gabinetu dyrektora. Dumbledore zaprowadził mnie do WS i kazał stanąć tuż przy stole nauczycielskim.
- Drodzy uczniowie wczoraj wieczorem przybył do Hogwartu gość z innej szkoły (wskazał na mnie). Zostanie tu przez jakiś czas i proszę abyście zajęli się nową koleżanką. – przemówił do uczniów, a potem szepnął do mnie abym usiadła przy którymś ze stołów.
Sama nie wiedziałam, przy którym usiąść… Z jednej strony byłam ślizgonką, a z drugiej chciałam poznać inne domy. W końcu zdecydowałam się usiąść przy stole Gryffindoru.
Z jednej strony siedział Ron, a z drugiej jakaś okropnie piegowata dziewczyna z blond włosami spiętymi w kucyk.
-Cześć jestem Linda! – odezwała się dziewczyna siedząca obok mnie
-Cześć! Ja jestem Ritta! – odpowiedziałam
-Ja jestem Ron – odezwał się rudzielec biorąc tosta.
-A to Hermiona, Harry i Cath – dokończył pokazując na osoby siedzące obok niego.
-Hey! – odezwały się Cath i Hermi
Skończyłam jeść i chciałam już wychodzić, gdy nagle Hermiona złapała mnie za rękę i zaproponowała, abym się z nimi przeszła.
Chwilę później szłam już obok Hermiony po zaśnieżonych błoniach gawędząc i śmiejąc się wesoło z gryffonami.
-Ritto, z jakiej szkoły jesteś? – zapytała Hermi
-Takiej, która już nie istnieje – skłamałam
-A, co się stało? – wtrącił Ron
-Voldemord nasłał na nią swoich „śmieciożerców” – zaśmiałam się
-Idziesz z nami na lekcje? – zapytał Harry
-Chyba tak – odpowiedziałam
-Pierwsza jest transmutacja ze ślizgonami?? – zapytał Ron
-Tak – odpowiedziała Hermi
-Wracajmy już do zamku – zaproponowałam
-Dobra – zgodziła się reszta
Tuż przy drzwiach poczułam, że nie powinnam iść z nimi, ale … zostać na błoniach. To było to samo uczucie, które przyprowadziło mnie do Lustrzanej Komnaty. Nie miałam ochoty dalej marznąć na dworze, ale czułam, że muszę zostać.
-Zaraz do was dołączę, teraz muszę jeszcze coś zrobić – powiadomiłam gryfonów
Kierowałam się w stronę Zakazanego Lasu, aż coś przeniosło mnie przed grotę na szczycie jakiejś góry. Od razu wyczułam niezwykłą energię płynącą z wnętrza jaskini…postanowiłam do niej wejść. Szłam i szłam, aż dotarłam do celu.
W kręgu światła stała wysoka, młoda kobieta o szarych oczach i złocistych włosach.
-Witaj Ritto, dziecię zrodzone z czystego zła – przemówiła
-Co..? Kim jesteś? – zapytałam
-Jestem Wyrocznią i to z mojego powodu znalazłaś się tutaj – odpowiedziała
-Skoro tak to proszę wyjaśnij mi, co to za powód .– powiedziałam
Nagle od Wyroczni zaczęło bić jeszcze jaśniejsze światło, a jej aura zwiększyła się pięciokrotnie. Jej oczy zabłyszczały tajemniczo, a potem się zamknęły. Zaś ona sama przemówiła do mnie: „Konfrontacja dobra ze złem jest nieunikniona. Szala się waha. Kto przeżyje, a kto zginie zdecydujesz ty. Wybierz stronę i stań po niej. Zastanów się dobrze” .
-To znaczy.. – zaczęłam
-Co znaczy wiesz tylko ty i tylko ty możesz podjąć decyzję. – przerwała mi
-Ale Wyrocznio – urwałam
-Nie na wszystkie pytania jest sensowna odpowiedź – powiedziała jakby czytała mi w myślach
-A czy możesz wyjaśnić mi, dlaczego w moim wymiarze nie ma Strażniczki, a tutaj jest, albo, czemu ja nie istnieję w tym wymiarze? – zapytałam
-Dowiesz się w swoim czasie – odpowiedziała
-A czy jeszcze tu wrócę? – spytałam
-Na to pytanie nawet ja nie znam odpowiedzi. Lecz ten oto medalion w odpowiednim czasie da ci sygnał – powiedziała podając mi kryształowy naszyjnik z trójkątem niemożliwym.
…Noś go zawsze przy sobie – dokończyła
Chwilę później znalazłam się w gabinecie dyrektora, w gabinecie z mojego świata. Wszystko było takie same jak przed przeniesieniem się do innego wymiaru. Nic się nie zmieniło, a ja byłam tą samą 11 latką, co i przedtem. Jedyna różnicz polegała na tym, że na szyi miałam medalion od Wyroczni.
-Ritto podejdź tu jeszcze na chwilę – powiedział Dumbledore
Usiadłam na krześle przed biurkiem dyrektora, a on spojrzał na mnie badawczo.
-Profesorze, trudno to wyjaśnić, ale … - urwałam
-Byłaś w innym wymiarze, wiem. Tu nie było cię przez trzy sekundy. – powiedział
-Jak to możliwe? – spytałam
-Czasami ma się coś do zrobienia w innym wymiarze i wtedy można się do niego przenieść. W macierzystym może minąć sekunda, a w tym, do którego się przenosisz nawet rok – odpowiedział
-Czy mogę już iść do dormitorium jestem strasznie zmęczona – spytałam
-Tak, tak idź już, a następnym razem nie rób sobie wycieczek nocnych po szkole – powiedział i uśmiechnął się serdecznie
Wyszłam z gabinetu i skierowałam się ku dormitorium, do którego na szczęście udało mi się trafić. Wszędzie było tak cicho, za cicho…żadnego dźwięku. Trochę mnie to denerwowało. Czy normalne jest, aby w środku nocy, niedaleko lasu, w starym zamczysku nie było słuchać żadnego dźwięku? – zastanawiałam się leżąc na łóżku i czekając na sen.

komentarze [41]

Co: Lustrzana Komnata cz.3
Data: sobota, 25 lutego 2006
Godzina:11:45:58
Czarodzieji: 27
Naskrobałam:

Hey! Postanowiłam zmienić szablon. Wiele osóbmówiło, że ,,popękana dziewczyna" nie jest zbyt przyjemnym widokiem.
Nowy szablon też nie jest najlepszy, ale ja również nie jestem najlepsza w robieniu szablonów...
***



Wyszłam z łóżka i zeszłam do PW, pustego PW. Udało mi się wymknąć z dormitorium i poszłam korytarzem przed siebie….. Nie wiedziałam gdzie idę, ani po co. Wiedziałam tylko, że muszę iść….
Miałam gęsia skórkę i..i… nie wiem co się działo przez następne 10 minut… straciłam świadomość… byłam przerażona, a jednocześnie szczęśliwa.. Nie wiedziałam, dlaczego.. w ogóle nic nie wiedziałam…Szłam i szłam nie wiedząc dokąd..
Ocknęłam się dopiero przed ścianą, na której były jakieś symbole, których nie potrafiłam odczytać… Już kiedyś je widziałam.. Ale gdzie? Co to było? Gdzie to było? Co one oznaczają? – myślałam gorączkowo, aż nagle olśniło mnie.. Te symbole… to było pismo któregoś z założycieli.. to muszą być jakieś zapiski Roweny Ravenclaw… - rozmyślałam
Nie namyślając się długo dotknęłam jednego z symboli i przeniosłam się do niezwykłej komnaty. Wszędzie dookoła mnie były lustra, a nad każdym z nich były napisy w tym samym dziwnym języku.
Lustra jednak nie była takie całkiem zwyczajne… Nie pokazywały idealnego odbicia, a jakby zniekształcone i najczęściej obok stała jeszcze jakaś osoba. Przejrzałam się w 6 lustrach i doszłam do siódmego, w którym to nie było zniekształconego obrazu i nikogo poza mną. Lustro zdawało się być najzwyczajniejsze w świecie, ale jakoś mnie do niego ciągnęło. Dotknęłam go, ale moja ręka przeszła przez nie i znalazłam się we wspaniałej komnacie. Wyglądała jak stworzona tylko dla mnie.
W jednym z rogów stało przestronne łóżko z czterema kolumnami i baldachimem, a tuż obok niego szafka nocna, na której stała lampka nocna zrobiona ze Świergotków Niebieskich. Przy jednej ze ścian stały szafki pełne magicznych przedmiotów i czarodziejskich drogocennych kamieni. Na podłodze leżał mięciusieńki dywan, a sufit był zrobiony tak samo jak w Wielkiej Sali. Poza tym w pomieszczeniu znajdowała się wspaniała rzeźba przedstawiająca dwa jednorożce. Jeden był biały, a drugi czarny – symbolizowały dobro i zło. Była też rzecz, która mnie zdziwiła. Niedaleko lustra (tego, którym dostałam się do pomieszczenia) stało kocie łóżko, a obok niego jedzenie dla kota, co dziwniejsze na miseczkach było nawet imię mojej kotki. Sama nie wiedziałam, co o tym myśleć... Hogwart zbudowany został wiele lat przed moimi narodzinami, a tu komnata idealna dla mnie… dziwne…Co o tym myśleć?
Rozmyślałam tak jeszcze trochę przeglądając przy okazji książki znajdujące się w pomieszczeniu i oglądając inne przedmioty. Nie wiem ile czasu minęło, gdy wyszłam z tajemniczego pomieszczenia, ale na pewno było strasznie późno.
Weszłam do komnaty pełnej luster i postanowiłam zobaczyć, co pokarze mi się w innych lustrach. W jednym z nich ujrzałam odbicie Rowery (przynajmniej wydawało mi się, że to ona). W następnym zobaczyłam odbicie ojca… Ale czy to możliwe? W snach nie pokazywał mi nic na temat tajemniczych komnat Hogwartu… Nie wiedziałam czy powinnam tam wejść, ale ciekawość wzięła górę…
Ta komnata wcale nie przypominała mojej. Była ciemna i ponura. Łóżko, które znajdowało się w pomieszczeniu było szorstkie, niezbyt wygodne i obskurne. Dywan na podłodze by równie szorstki jak pościel na łożu i w dotyku przypominał trochę worek na kartofle. Poza tym w komnacie było kilka maszyn, które idealnie nadawałyby się do tortur, regały pełne ksiąg o czarnej magii i biurko bardzo podobne do mojego. Było w nim kilka szuflad, które postanowiłam otworzyć. W pierwszej znalazłam kilka czystych kartek, w drugiej pojedyncze kartki z przeróżnymi gryzmołami i pomysłami na zaklęcia. Postanowiłam wypróbować kilka. Wzięłam karteczkę z zaklęciem zatytułowanym ,,Rozgrzewające” .
-Sipure! – krzyknęłam celując w robaka idącego po podłodze, a ten spłonął, przynajmniej efekt był taki, bo żadnych płomieni nie widziałam.
Na kolejnej kartce było zaklęcie zatytułowane ,,Nożyczki”.
-Ferterane! – kolejnego karalucha poraził złoty promień światła i został poprzecinany na kilka kawałków.
-Lezere! – robaka rozerwało na strzępy
-Kineranstra! – wyparował?
Przetestowałam jeszcze kilka zaklęć, a wszystkie były tak samo niezawodne.
Później postanowiłam zajrzeć do ostatniej szuflady, a w niej … nic? pusto? Była pusta… A jednak nie na samym końcu leżała mała karteczka z napisem ,,Zabrałem go i wykorzystałem do wyższych celów”. Zdziwiła mnie trochę ta karteczka, ale nie namyślając się zbyt długo wyszłam z pomieszczenia i poszłam obejrzeć następne.
W następnym lustrze była dziewczyna, która wydawała mi się dziwnie znajoma, ale też była kimś obcym… Natomiast ja w tym lustrze wyglądałam na starszą (ok. 15 lat) . Postanowiłam wejść do tego pomieszczenia, ale mi się nie udało. Lustro stawiało opór… próbowałam wielokrotnie, ale nie udawało się…
Kolejne lustra nie były zbyt interesujące.. jedne były puste.. a w innych osoby których nigdy nie widziałam. Dopiero w ostatnim lustrze było odbicie…Dumbledora? Weszłam do pomieszczenia, które w żaden sposób nie przypominało komnaty człowieka formatu dyrektora, a jednak to była jego komnata….
Ściany w kolorze różowo-kremowym. Niebieski dywan i czerwone szafki pełne książek. Dodatkowo fioletowe ramki z papierkami po fasolkach wszystkich smaków…Zielone łóżko, a obok niego żółte biurko, budowom przypominające moje i ojca.
Nie mogłam się oprzeć, aby zobaczyć, co Dumbledore może w nim trzymać. Zajrzałam do pierwszej szuflady, a w niej znalazłam trochę słodyczy i jakąś karteczkę.. na której było napisane ,,Smacznego” … Przyznam, że trochę to mnie rozbawiło. W drugiej szufladzie leżało kilka zdjęć, miałam wielką ochotę je obejrzeć, ale miałam świadomość, że musi być już strasznie późno (w żadnym pomieszczeniu nie było zegarka). Nie tracąc ani chwili więcej zajrzałam do trzeciej, w której znalazłam pamiętnik Albusa D. Oczywiście zajrzałam do niego i przeczytałam kilka notatek, ale jakoś szczególnie mnie nie zainteresowały. Następnie przewróciłam kilka kartek aż natrafiłam na … próbę stworzenia zaklęcia chroniącego przed zaklęciami niewybaczalnymi…. Muszę przyznać, że jest to dość skomplikowana sprawa i wyglądało na to, że profesorowi jednak się nie udało….
Nagle to samo uczucie, co przywiodło do komnaty luster kazało mi się z tą jak najszybciej wynosić.. Przestraszyłam się… Co takiego się stało? Co się dzieje? Co roić? – rozmyślałam gorączkowo i chowałam wszystko co wyjęłam. Wybiegłam z komnaty Dumbledora i uderzyłam w coś/ kogoś. Odsunęłam się kawałek i zamarłam.. To był dyrektor. Pierwszy dzień w szkole, a ja już mam przechlapane…Chciałam się wytłumaczyć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z mojego gardła… Dopiero uśmiech Albusa dodał mi otuchy.
- Czy nie powinnaś być już w lóżku? – zapytał łagodnie dyrektor
- Profesorze ja.. – chciałam się wytłumaczyć, ale mi przerwał..
-To nie jest odpowiednie miejsce na rozmowy. Chodźmy do mojego gabinetu. – powiedział tym samym miłym tonem
-Dobrze – odpowiedziałam niepewnie
W gabinecie detektor wyjaśnił mi, że tą komnatę stworzyła jedna z założycielek dla ludzi, którym brakuje czasu i tym, którym potrzebny jest odpoczynek. Miałam już wychodzić, ale zatrzymałam się, aby spytać jeszcze o to lustro, do którego nie mogłam się dostać, ale..
Coś się stało… Moje stopy oderwały się od podłogi gabinetu Dumbledora i znalazłam się w … No właśnie gdzie? Wszędzie dookoła mnie było ciemno, ale tylko przez chwilę potem pokazało się wiele „obrazów” dziewczyny, którą widziałam w lustrze… Obrazy zamieniły się w mini filmiki, które obejrzałam wszystkie po kolei.
Dowiedziałam się, że owa dziewczyna to Strażniczka Hogwartu i obejrzałam sporo wydarzeń z jej życia..
Potem przeniosłam się do gabinetu dyrektora (on sam też w nim był). Wydawał się zaskoczony moją obecnością.
-Kim jesteś i jak się tu znalazłaś? – zapytał
-J-ja nie wiem…A jestem Ritta. - wyjąkałam
-A, więc to znowu się zdarzyło – powiedział
-Co się zdarzyło? – zapytałam
-Przeniosłaś się do innego wymiaru – powiedział jakby nigdy nic
-Jak to? – przestraszyłam się
-Czasem zdarza się, że komuś uda się przenieść z jednego do drugiego wymiaru. Jest to dość niezwykłe zjawisko i czasem zdarza się nie spodziewanie – powiedział
-A jak mam wrócić? – spytałam
-Prawdopodobnie masz tu jakieś zadanie, ale to nic pewnego. Mogłaś dostac się tu przez przypadek..
Widząc moją przerażoną minę.
-…ale na pewno wrócisz do swojego wymiaru – wyjaśnił
- A gdzie będę do tego czasu przebywać? Czy tu też jest komnata luster? – zapytałam
- A więc wiesz o niej. Tak jest i możesz tam iść. Przyjdź do mojego gabinetu jutro o 7 30 . Na śniadaniu powiem uczniom, że jesteś z innej szkoły i przez jakiś cza będziesz tu przebywać. A nawiasem mówiąc, w jakim domu byłaś?
- W Slytherinie . Dowidzenia – powiedziałam i wyszłam.
Szłam w kierunku Lustrzanej Komnaty, po drodze minęłam jakaś małą dziewczynkę ze Slytherinu i … Cath – Strażniczkę. Zauważyłam, że na szacie miała symbol Gryffindoru .
Zatrzymałam się na chwilkę, ale ona chyba nawet mnie nie zauważyła.
CDN…


komentarze [27]

Co: Lustrzana Komnata cz.2
Data: wtorek, 14 lutego 2006
Godzina:14:31:58
Czarodzieji: 26
Naskrobałam:

Przepraszam, że tak długo nie pisałam... ale moje życie obracało się ostatnio w zawrotnym tempie... .... .....
Chciałam jeszcze podziękować wszystkim za tyle komentarzy. Teraz kończę już i daję opowiadanko:

Gdy weszłam do przedziału nikogo tam nie było, ,,pewnie Draco gdzieś polazł”- pomyślałam. Nie namyślając się dłużej wyjęłam z kufra szkolne szaty i przebrałam się. Jakieś 10 minut później do przedziału wszedł Draco, wyglądał na wściekłego i byli z nim jeszcze 2 tędzy chłopcy.
-Co masz taką minę i co to za goryle? – powiedziałam
-Jestem wściekły na tego gamonia Pottera i na tych jego koleżków. – powiedział kipiąc ze złości
-A, więc już poznałeś szkolną gwiazdę. Ty przynajmniej możesz powiedzieć, co naprawdę myślisz i zrobić to, co zechcesz, a ja muszę z nim przybywać… - nie chciałam tego powiedzieć przy tych grubasach, ale to jakoś samo się wydostało..
-A tak w ogóle, kim oni są? – zapytałam znowu, wskazując na chłopaków
-To Crabbe i Goyle – na tym rozmowa się skończyła
Gdy wysiadłam z pociągu było już dość ciemno, a uczniowie panoszyli się w tę i z powrotem. Wyglądało to trochę jak zdezoriętowane mrówki. W końcu w tłumie udało mi się odnaleźć Draco, a z nim jego goryli.
- Pierwszoroczni, pierwszoroczni z mną! - usłyszałam i zobaczyłam olbrzymiego mężczyzne.
Praktycznie całą twarz miał ukrytą pod długimi, zmierzwionymi włosami i dziką, splątaną brodą. Poza tym miał wspaniałe, czarne oczy.
-Pierwszoroczni tutaj! – powtórzy
Nie minęło więcej niż 10 minut, a przy olbrzymie zebrał się spory tłumek.
Szliśmy po nierównej i wąskiej ścieżce, co chwila się potykając o leżące na ziemi gałązki i kamyki. Otaczała nas ciemność i słyszałam jak dzieciaki szeptały coś na temat lasu.
-Zaraz zobaczycie Hogwart. – powiedział olbrzym
Z wąskiej ścieżki zeszliśmy na skraj wielkiego, czarnego jeziora. Natomiast po drugiej stronie na wysokiej górze stał wspaniały zamek z wieloma wieżyczkami i basztami. Wszystko to wyglądało jak z bajki.
-Po czterech do łódek! – krzyknął olbrzym i wskazał na flotyllę łódek. Chciałam wsiąść z Draco i gorylami, ale olbrzym mnie zatrzymał i powiedział, że ta łódka jest już wystarczająco obciążona. Blondyn wyglądał nawet na zadowolonego, ale ja nie zwracałam na niego uwagi.
Wsiadłam do następnej wraz z wysokim brunetem, o wspaniałych fioletowo – niebieskich oczach, a chwilę później wsiadł jeszcze rudy grubasek i szczupła dziewczynka, która wyglądała na jego siostrę.
-Ruszamy – krzyknął ,,przewodnik” i cała flota ruszyła.
*trochę później*
-Jestem Dina, a to Mike – powiedziała dziewczyna pokazując na siebie i na grubaska
-Cześć, ja jestem Endriu - powiedział brunet i uśmiechnął się
-Ritta – bąknęłam wpatrując się w zamek
-Ładnie tu – rozmarzyła się Dina
-Zgadzam się – odpowiedziałam
-Jak myślicie, do jakiego domu traficie? – spytał Mike
-Wszyscy z mojej rodziny byli w Slytherinie więc pewnie i ja tam trafię – powiedział wesoło Endy
-Ja pewnie też – mruknęłam
-My pewnie wylądujemy w Ravenclawie, tak jak nasza matka – bliźniaki
-A ojciec – spytałam bezmyślnie
-mugol – burknął Mike
-A ty jesteś czystej krwi? – spytał Endy
-W sumie nie wiem, nie znam rodziców – odpowiedziałam
-A ten blondyn, z którym byłaś to, kto? – zapytała Dina
-Dzieciak rodziców zastępczych – mruknęłam
-A ten olbrzymi gość. Kim on właściwie jest? – zapytał znudzony rudzielec
-Hagrid – gajowy Hogwartu, słyszałam jak jakiś chłopak mówił, że jest półolbrzymem - powiedziała dumnie Dina.
Wtem spostrzegliśmy, że wpłynęliśmy do jakiejś podziemnej zatoczki i powinniśmy już wysiadać.
Hagrid odprowadził nas do bramy zamku, a później szliśmy już za prof. McGonagall. Weszliśmy do przestronnej sali wejściowej, a potem do pomieszczenia, w którym kobieta powiedziała trochę o domach i kazała się przygotować.
Po jej wyjściu kilka osób zaczęło układać włosy i poprawiać wygląd, ale zdecydowana większość wolała dyskutować na temat ceremonii przydziału. Wszędzie było słychać teksty typu ,,Jak myślisz do jakiego domu trafisz?” lub ,,Jak wygląda ceremonia?” . Próbowałam wsłuchać się w rozmowy i dowiedzieć się czegoś o przedziale, ale w takim hałasie nie dało się zbyt wiele zrozumieć. Ostatecznie mogłam jeszcze użyć legimencji, ale nie szło mi jeszcze najlepiej. Może gdybym miała lepszego nauczyciela…. W oklumencji na pewno go prześcigam, ale, w legimencji… muszę potrenować….
W sumie czekanie na profesor McGonagall nie było takie nudne, a to za sprawą duchów, które w naszej obecności kłóciły się o coś i wydawały się zaskoczone, gdy nas w ogóle zauważyły.
-Proszę za mną – usłyszałam, a jak się okazało to psorka weszła do pomieszczenia.
Wielka Sala wyglądała naprawdę wspaniale. Sklepienie było zaczarowane i wyglądało jakby pomieszczenie było otwarte na niebo. Dodatkowo nad czterema długimi stołami unosiły się tysiące świec, a po pomieszczeniu przemieszczały się duchy. My jednak nie szliśmy w stronę żadnego z tych stołów, ale na drugi koniec sali, gdzie stał jeszcze jeden stół, przy którym zasiadali nauczyciele.
McGonagall postawiła przed nami stołek, na którym leżała mocno zniszczona, spiczasta tiara. Przez chwilę leżała nieruchomo, ale po chwili zaczęła śpiewać o sobie i o domach. Po jej pieśni nastąpiły gromkie brawa, a następnie pokazała się McGonagal z długim zwojem pergaminu. Czytała po kolei imiona i nazwiska osób z listy, nakładała im tiarę, a ona wybierała dom dla wyczytanego.
-Cravn, Mandy!
-Gryffindor! – krzyknęła tiara, a przy stole tego domu rozległy się gromkie brawa.
-Fern, Dina!
- Ravenclaw!
-Fern, Mike!
-Ravenclaw!
Potem kilka osób powędrowało do Slytherinu (wśród nich był też Endriu Layn i Draco Malfoy), następnie Hermiona, Ron, Harry i jeszcze kilka osób do Gryffindoru.
Czekających było coraz mniej aż na samym końcu…
-Ritta ….. – nie powiedziała mojego nazwiska tylko urwała i założyła mi tiarę na głowę.
-Hm.. duży potencjał, masz możliwości, odwaga i spryt… ale charakter…Gdzieżby cię tu przydzielić.. może Gryfindor, albo nie.. lepiej SLYTHERIN!!!! – przy stole ślizgonów rozległy się brawa, a ja usiadłam tuż obok bruneta z łódki… jak on się nazywal… hm.. ach.. tak….już wiem…Endriu Layn!
Później Dumbldore wstał i nas trochę przezywał i zaczęła się uczta. Było wiele pysznych potraw, a następnie jeszcze deser i przyznam, że dawno się tak nie najadłam.
Na koniec uczty dyrektor mówił coś o zakazanym lesie i o trzecim piętrze (nie wiem, co bo kompletnie go nie słuchałam). No i uczta się zakończyła, a my(pierwszoroczni) poszliśmy do dormitorium.
Perfekt pokazał nam sypialnie i dormitorium i poszedł gdzieś do swoich znajomych więc my zajeliśmy się sobą sami.
Ja i kilka dziewczyn poszłyśmy do sypialni dziewcząt i położyłyśmy się spać.
Niestety nie mogłam usnąć… przez kilka godzin przewracałam się w łóżku i próbowałam zasnąć, ale nie mogłam.. Miałam dziwne uczucie.. czułam, że muszę gdzieś pójść, ale nie wiedziałam gdzie…
Cdn...

komentarze [26]



Picture by Google
Grafika by me
Html by me
Tylko i wyłącznie dla http://ritta-riddle.mylog.pl